![]() |
| Bez zabawy z winylami się nie obeszło :) |
Sobota tj. 16 maja miał odbyć się długo wyczekiwany przeze mnie koncert 5 Seconds Of Summer. Przyznam, że gdyby nie pewna upierdliwa koleżanka nie zobaczyłabym chłopaków w tym roku na żywo. Za to jestem jej wdzięczna. God bless u.
W piątek poprzedzający koncert miałam okazję imprezować z wieloma świetnymi osobami. Dowiedziałam się, że jest ze mną coś nie tak, bo wybrałam nie to liceum( oczywiście żartobliwie), wypaliłam sporo Winstonów przed klatką kumpli mojej siostry, moja wiedza wzbogaciła się m.in o świadomość ilości aplikacji do komunikacji miejskiej w UK, informacje na temat Eurowizji na przestrzeni lat oraz o to jak wyglądają imprezy w Liverpoolu i Szczecinie, kiedy mama nie patrzy. Po takim biforze wiedziałam, że ten weekend musi być udany. Z tymi ludźmi na pewno.
W dosyć pochmurny poranek, po wyśmienitym kilkugwiazdkowym śniadaniu (wafle ryżowe z masłem orzechowym i Yerba Mate) byłam gotowa na podbój Berlina. Dziwne było dla mnie to, że nie czułam żadnej ekscytacji związanej z koncertem i zobaczeniem chłopaków na żywo. W godzinach południowych zajechałam na dworzec główny w Berlinie i od razu zdębiałam. Poczułam się jak w przyszłości. Pociągi pode mną, nade mną, cudne kafejki z kebabem, pizzą i ciasteczkami dookoła. Zapomniałam już jak to jest bywać w dużych miastach, które mają wiele do zaoferowania. Razem z D rozpoczęłyśmy zwiedzanie od odwiedzenia bramy brandemburskiej, kilku selfie i ciastek z czekoladą oraz degustacją jogurtów sojowych. Przyznam smak dziwny, kręcił się koło mydła kokosowego, do tego ten brak cukru. KARY GODNE !Naszym największym celem był Primark. Ahh, cel wielu turystów przyjeżdżających do tego miasta. Na Alexanderplatz znalazłyśmy się po pewnym czasie spacerowania. Po drodze zahaczyłyśmy o uniwersytet i wydział prawa, policjantów i targ wolnej książki oraz płyt winylowych. Ogrom ludzi, architektura i renowacje przytłaczały mnie z każdą minutą. Byłam pod ogromnym wrażeniem, bo nigdy nie miałam okazji widzieć Berlina od tej strony i nie mogę się doczekać, żeby to powtórzyć, a wiem że okazji będzie jeszcze multum. Podczas pieszej przechadzki miałam okazję podziwiać artystów różnych talentów. Chłopak cudownie władający szklanymi kulami, wokalista wyglądający jak Hozier (już odnalazłam go w internecie !) oraz kilku Turków sprzedających rosyjskie czapki. Różnorodność etniczna jest kolejną rzeczą, której nie da się przeoczyć. Oczywiście da się zauważyć falę Turków, Arabów oraz Azjatów. Dzięki nim w Berlinie można zjeść kuchnię z każdego zakątka świata. Prawie jak Londynie, tylko tam jeszcze nie byłam. Minęłyśmy słynną wierzę telewizyjną, nie zostawiając jej bez selfie ! W Primarku obkupiłyśmy się jak szalone, bez mierzenia. Ilość osób w sobotnie popołudnie przechodzi najśmielsze oczekiwania. Nawet w dziale męskim były duże kolejki, to ci dopiero nowość.
Po wyczerpujących zakupach zaszłyśmy do pobliskiej knajpy na burritos. Przyznam szczerze: wszystko byłoby cudownie, gdyby nie czarna fasola, której smaku do dzisiaj nie mogę wymazać z pamięci.
Przed 16 wsiadłyśmy w U-Bahn i popędziłyśmy pod o2 Arenę. Chwilę przed koncertem miałam okazję zobaczyć Mur Berliński, który znajduje się dosłownie naprzeciwko areny.
O 16.30 nadeszła wiekopomna chwila. Zaczęto wpuszczać nas do środka. Kolejki były ogromne, po drodze złapał nas deszcz, a ja jak ostatni idiota stałam przykrywając włosy koszulą, bo jak zwykle nie pomyślałam o zabraniu parasola. W trakcie oczekiwania spaliłam papierosa i dopiero w kolejce uświadomiłam sobie, że to wszystko dzieje się naprawdę. Ten koncert jest realny.Po wpuszczeniu nas przez miłych pracowników na arenę obkupiłam się w merchu. Piankowa łapa i plakat zostały ze mną. Do 19 czekałyśmy na support ( Hey Violet), który dał czadu. Zauroczyłam się przy okazji w gitarzyście. Niech Cię Casey Moreta !
O 20 przyszedł czas na MAIN ACT. Tutaj czas na fun fact: Za każdym razem oglądając koncerty śmiałam się z ludzi, którzy zaczynali płakać. W tym momencie byłam jednym z tych ludzi.
Jak niektórzy z Was zdążyli się zorientować był to najkrótszy koncert mojego życia. Trwał całe 20 minut. Wyszłam w połowie 4 piosenki na setliście, ponieważ nie miałam innego wyboru. Transport do domu mnie ograniczył. Mimo tego mogę powiedzieć, że było to najlepszy dzień mojego życia. Nie żałuję ani minuty.
Pod spodem zostawiam kilka selfies(ukazuję tu swoją twarz, spora nowość), zdjęć zabytków. Jakże ja nie potrafię formułować pewnego rodzaju sprawozdań.
Zuźka.x
ask
tumblr







