środa, 3 czerwca 2015



Środa a jakby piątek !
Witam w długim weekendzie czerwcowym i po dosyć długiej (jak dla mnie) przerwie od pisania. Mam ogromną ochotę pisać, robić zapiski, ale zwyczajnie na świecie nie mam do tego siły. Pochłania mnie szkoła, a tak dosłownie to moje uzależnienie od internetu. Staram się łączyć to razem, nie zawsze wychodzi i nikomu nie polecam.
W ostatnim czasie działo się wiele w moim małym światku jak i tym ŚWIECIE dookoła. Wybory, zmiana rządzących, zmiany płci i zmiany imidżów zespołów oraz relacji z ludźmi. O polityce nie będę pisać, bo to temat rzeka jak i temat sporny.



Transformacja Bruce'a Jennera w Caitlyn Jenner wywołała ogromną burzę w internecie. Wiele ludzi, w tym ja, zachwycali się Cait. Nie bez kozery. Jest ona teraz sobą i pokazuje innym, transseksualnym osobom, fakt, że nie warto się bać przemiany i warto walczyć o swoje szczęście. Z mojego punktu widzenia cały akt transformacji, coming out i przygotowania własnych dzieci do tego jest nie lada wyzwaniem. Przyznam, że jestem w szoku i staram się do tego na razie przyzwyczaić. Wspieram Caitlyn, ale staram się obyć z całym tym tematem.






Zeszłego czwartku z nudów przefarbowałam włosy na różowo. Idealny przykład tego, jak człowiek próbuje wyrwać się z codziennej rutyny. Zostałam postawiona przed zadaniem, wykonałam. Pamiętaj zawsze RADŹ SE SAM !












Piszę też prosto po dosyć mocno wstrząsającym seansie. Długo szukałam tytułu filmu, w którym Joseph Gordon Levitt siedzi zakrwawiony w nowojorskim metrze. Dzisiaj po dosyć długim okresie nie oglądania filmów, postanowiłam przegrzebać filmweb w poszukiwaniu tego filmu. EUREKA ! Znaleziony. Tytuł osobliwy ZŁY DOTYK, fabuła równie mocna jak wybrzmiewająca nazwa. Przedstawiona histoia opowiada o dwóch zupełnie różnych chłopakach, którzy w dzieciństwie przeżyli ten sam dramat. Molestowanie. Neil w wieku młodzieńczym odkrył pociąg do chłopaków, a w wieku nastoletnim został męską prostytutką. Z kolei Brian żyje w przekonaniu, że całe zajście miało miejsce w statku UFO, przez któe został porwany. Po kolei stara się odkryć prawdę, udaje mu się to poprzez koszmary, które nawiedzają go od pierwszego molestowania. Chłopaki spotykają się po pewnym czasie. Okazuje się, żę byli molestowani przez tą samą osobę- trenera drużyny baseballowej. Neil opowiada Brianowi jak to wszystko wyglądało. W filmie znajdują się sceny seksu gejowskiego w naprawdę różnych, czasami aż obrzydzających formach. Z początku widząc zdjęcie Levitta myślałam, że będzie to film o młodzieży sprzeciwiającej się systemowi. Widać tutaj pewnego rodzaju bunt, ale nie w takiej formie w jakiej się spodziewałam. Jak dla mnie zdecydowanie za mocny i zbyt drastyczny film jak na mój gust.


Dzisiaj wracając do domu, pierwszy raz od bardzo dawna dopadło mnie TAK okropne zmęczenie. Ostatnie dwa tygodnie był pełne totalnej orki nad ocenami. Szkoła pochłonęła mnie w taki sposób, że nie miałam czasu na przeczytanie książki dla przyjemności lub obejrzenia filmu. Teraz mam tylko ochotę zakopać się w fortecy zbudowanej z koców i poduszek, ale wiem że jest jeszcze dużo roboty do zrobienia. Gonią mnie terminy pt: "Koniec popraw" i "Wystawianie ocen". Następne dwa tygodnie stoją również pod znakiem biegu za nauką, ale wierzę że po tak długim czasie pracy i wysiłku umysłowego będę spełniona wiedząc, że robiłam co w mojej mocy, aby osiągnąć sukces.


GODNE POLECENIA:
Florence+The Machine- How Big, How Blue, How Beautiful ( album)
Halsey- Hold Me Down (piosenka wydana przy pre-orderze albumu)
Coldplay- Always In My Head
Jack Johnsons- Better Togheter

Żegnam się, ściskam mocno,
Zuźka xx
ask
tumblr
facebook


piątek, 22 maja 2015

Berlin, das is mein Land.

Bez zabawy z winylami się nie obeszło :)
Minionego tygodnia, a w szczególności soboty nie zapomnę do końca życia. Halo, ale dlaczego, pyta zgraja ludzi (dobra nie oszukujmy się, nikt nie pyta). Pierwszy raz od prawie roku miałam okazję wyjechania za granicę. Tylko na jeden dzień, ale cóż to był za dzień !
Sobota tj. 16 maja miał odbyć się długo wyczekiwany przeze mnie koncert 5 Seconds Of Summer. Przyznam, że gdyby nie pewna upierdliwa koleżanka nie zobaczyłabym chłopaków w tym roku na żywo. Za to jestem jej wdzięczna. God bless u.

W piątek poprzedzający koncert miałam okazję imprezować z wieloma świetnymi osobami. Dowiedziałam się, że jest ze mną coś nie tak, bo wybrałam nie to liceum( oczywiście żartobliwie), wypaliłam sporo Winstonów przed klatką kumpli mojej siostry, moja wiedza wzbogaciła się m.in o świadomość ilości aplikacji do komunikacji miejskiej w UK, informacje na temat Eurowizji na przestrzeni lat oraz o to jak wyglądają imprezy w Liverpoolu i Szczecinie, kiedy mama nie patrzy. Po takim biforze wiedziałam, że ten weekend musi być udany. Z tymi ludźmi na pewno.
W dosyć pochmurny poranek, po wyśmienitym kilkugwiazdkowym śniadaniu (wafle ryżowe z masłem orzechowym i Yerba Mate) byłam gotowa na podbój Berlina. Dziwne było dla mnie to, że nie czułam żadnej ekscytacji związanej z koncertem i zobaczeniem chłopaków na żywo. W godzinach południowych zajechałam na dworzec główny w Berlinie i od razu zdębiałam. Poczułam się jak w przyszłości. Pociągi pode mną, nade mną, cudne kafejki z kebabem, pizzą i ciasteczkami dookoła. Zapomniałam już jak to jest bywać w dużych miastach, które mają wiele do zaoferowania. Razem z D rozpoczęłyśmy zwiedzanie od odwiedzenia bramy brandemburskiej, kilku selfie i ciastek z czekoladą oraz degustacją jogurtów sojowych. Przyznam smak dziwny, kręcił się koło mydła kokosowego, do tego ten brak cukru. KARY GODNE !
Naszym największym celem był Primark. Ahh, cel wielu turystów przyjeżdżających do tego miasta. Na Alexanderplatz znalazłyśmy się po pewnym czasie spacerowania. Po drodze zahaczyłyśmy o uniwersytet i wydział prawa, policjantów i targ wolnej książki oraz płyt winylowych. Ogrom ludzi, architektura i renowacje przytłaczały mnie z każdą minutą. Byłam pod ogromnym wrażeniem, bo nigdy nie miałam okazji widzieć Berlina od tej strony i nie mogę się doczekać, żeby to powtórzyć, a wiem że okazji będzie jeszcze multum. Podczas pieszej przechadzki miałam okazję podziwiać artystów różnych talentów. Chłopak cudownie władający szklanymi kulami, wokalista wyglądający jak Hozier (już odnalazłam go w internecie !) oraz kilku Turków sprzedających rosyjskie czapki. Różnorodność etniczna jest kolejną rzeczą, której nie da się przeoczyć. Oczywiście da się zauważyć falę Turków, Arabów oraz Azjatów. Dzięki nim w Berlinie można zjeść kuchnię z każdego zakątka świata. Prawie jak Londynie, tylko tam jeszcze nie byłam. Minęłyśmy słynną wierzę telewizyjną, nie zostawiając jej bez selfie ! W Primarku obkupiłyśmy się jak szalone, bez mierzenia. Ilość osób w sobotnie popołudnie przechodzi najśmielsze oczekiwania. Nawet w dziale męskim były duże kolejki, to ci dopiero nowość.
Po wyczerpujących zakupach zaszłyśmy do pobliskiej knajpy na burritos. Przyznam szczerze: wszystko byłoby cudownie, gdyby nie czarna fasola, której smaku do dzisiaj nie mogę wymazać z pamięci.
Przed 16 wsiadłyśmy w U-Bahn i popędziłyśmy pod o2 Arenę. Chwilę przed koncertem miałam okazję zobaczyć Mur Berliński, który znajduje się dosłownie naprzeciwko areny.
O 16.30 nadeszła wiekopomna chwila. Zaczęto wpuszczać nas do środka. Kolejki były ogromne, po drodze złapał nas deszcz, a ja jak ostatni idiota stałam przykrywając włosy koszulą, bo jak zwykle nie pomyślałam o zabraniu parasola. W trakcie oczekiwania spaliłam papierosa i dopiero w kolejce uświadomiłam sobie, że to wszystko dzieje się naprawdę. Ten koncert jest realny.
Po wpuszczeniu nas przez miłych pracowników na arenę obkupiłam się w merchu. Piankowa łapa i plakat zostały ze mną. Do 19 czekałyśmy na support ( Hey Violet), który dał czadu. Zauroczyłam się przy okazji w gitarzyście. Niech Cię Casey Moreta !
O 20 przyszedł czas na MAIN ACT. Tutaj czas na fun fact: Za każdym razem oglądając koncerty śmiałam się z ludzi, którzy zaczynali płakać. W tym momencie byłam jednym z tych ludzi.
Jak niektórzy z Was zdążyli się zorientować był to najkrótszy koncert mojego życia. Trwał całe 20 minut. Wyszłam w połowie 4 piosenki na setliście, ponieważ nie miałam innego wyboru. Transport do domu mnie ograniczył. Mimo tego mogę powiedzieć, że było to najlepszy dzień mojego życia. Nie żałuję ani minuty.
Pod spodem zostawiam kilka selfies(ukazuję tu swoją twarz, spora nowość), zdjęć zabytków. Jakże ja nie potrafię formułować pewnego rodzaju sprawozdań.
Zuźka.x
ask
twitter
tumblr

środa, 6 maja 2015

Otwieraj link nad tekstem, muzyka jest ważna w twoim życiu :)


Po Majówce już dawno, a mnie tutaj nie było od dwóch tygodni. Straciłam poczucie obowiązku dla bloga. Przepraszam. Jednak jeśli jesteśmy już po długim weekendzie, a niektórzy dalej go przeżywają( tak to ja) to chyba czas coś napisać.
Maj od pierwszego do trzeciego przeleciał mi między palcami. Byłam tak zajęta, że nawet nie zauważyłam jak to minęło. To wszystko wina Dni Młodych. Wolontariat przez trzy dni zdecydowanie pomógł mi w pewnego rodzaju uspokojeniu się, jednak pojawił się jeden, KARDYNALNY problem. Chłopak. Chociaż nie wiem czy z góry osobę płci przeciwnej, powinnam nazywać problemem. To trochę uwłaczające, ale znam siebie i wiem, że czasami potrafię angażować się w błahe sprawy zbyt szybko, ale nad tym nie ma co się rozpisywać, bo tak naprawdę ONLY TIME WILL TELL.
W przeciągu tych trzech dni nie zdążyłam się zorientować kiedy moja mama wróciła z Paryża, a siostra polecała zwiedzać Wielką Brytanię. Wszyscy w rozjazdach, a moim najodleglejszym miejscem wyjazdu przez następny tydzień będzie Gorzów.

Tak mocno straciłam orientację w czasie i zapomniałam, że za niecałe dziesięć dni jadę na koncert. Powinnam być strasznie podekscytowana. Racja, jestem. Ktoś może stwierdzić, że jest to trochę dziwne, ale czuję pewnego rodzaju niepokój. Czy te, dosyć spore pieniądze, które wydałam na bilet , rzeczywiście zwrócą mi się w postaci nowych znajomych, wrażeń koncertowych itd., itp.

Przyszłe tygodnie też niosą za sobą mnóstwo pracy, jak wiadomo maj jest jednym z ostatnich miesięcy roku szkolnego. Co za tym idzie? Multum sprawdzianów, a w liceum przynosi on zmianę planu. Jak się okazuje na totalnie gorszą wersję. Mam ochotę iść do gabinetu dyrektora i pod drzwiami położyć kawałek kupy w podziękowaniu za tak cudownie ustalone zajęcia.

Dobra, może nie powinnam już narzekać, bo zamieniam się w typowego polskiego Janusza, a tego nigdy nie chciałam.

Przewodnia myśl na nadchodzący czas: Jeśli masz cokolwiek ubrać, zastanów się czy Kanye pozwoliłby założyć to Kim.

Do następnego razu, baju !
Zuźka.x
tumblr
ask
twitter

niedziela, 19 kwietnia 2015

Inspirowane minionym tygodniem




Pora przyznać to otwarcie. Jestem gruba. Problem z wagą mam odkąd pamiętam. Głównie idzie ona w górę. Już w wieku sześciu lat usłyszałam, że z taką wagą nie zostanę modelką (30 kg wtedy). W tym wieku niespecjalnie mi to przeszkadzało. Pierwszy raz odczułam to jednak w czasie komunii.


Zajadałam się batonikami, dwa miesiące przed komunią nie mogłam się zmieścić do sukienki. Przestałam jeść słodycze na jakiś czas. W sukienkę weszłam bez problemu. Od tamtego czasu moim marzeniem rozpoczynającym każdy rok było zgubienie zbędnych kilogramów i bycie szczupłą. Jeśli chodziło o moje stosunki z ludźmi to były normalne. Miałam wielu znajomych, kilku przyjaciół.

W wieku 12/13 lat ważyłam 50 kg. Zapewne przez okres dojrzewania urosłam, schudłam bez niczego, mówiąc kolokwialnie ''wyciągnęłam się''. Nie przeszkadzało mi to. Cieszyłam się, kiedy wciągałam brzuch w końcu było mi widać żebra. Jednak w 2011 roku, był to czas zakończenia podstawówki, najlepszej wagi w moim wykonaniu i rozwodu moich rodziców. Nad tym nie chcę się głębiej rozwodzić, bo nie widzę sensu. Wtedy stałam się buntowniczką. Zaczęła się papierosy ( tak , w wieku 13 lat) i pierwsze próbowanie alkoholu. Nie myśl sobie, że popadłam w kompletną patologię. Co to to nie. Po prostu buntowałam się przeciwko wszystkim i wszystkiemu. W wyniku stresu pojawiło się u mnie podjadanie, a w skutku tycie. Później wynikła też choroba tarczycy i sprawy ortopedyczne. Mniejsza o to. Nie akceptowałam siebie. Trzy wałeczki tłuszczu na brzuchu, grube uda, szerokie biodra. To było dla mnie nie do przyjęcia. Z zazdrością patrzyłam na te wszystkie kolorowe okładki z chudymi gwiazdami czy na koleżanki, które wyglądały bosko na plaży.

Największy problem zaczął się pod koniec drugiej klasy gimnazjum. Popadałam w stany depresyjne, zaczęłam się ciąć. Wyglądałam źle, to co jeszcze mogło być we mnie gorszego? Blizny przypominały mi o tym jaka brzydka jestem. 

Później w moim życiu pojawiło się kilka osób, które pomogły mi sobie z tym radzić, głównie z gniewem wobec samej siebie. Był momenty, w których nadal sięgałam po żyletkę, bo źle się czułam. Nie jestem tutaj, żeby kogokolwiek do tego namawiać. Brońcie Panie Boże !
Dosyć długo zajęło mi akceptowanie siebie. Zaczęłam od znajdowania drobnych rzeczy, które mi się w sobie podobają. Dalej kontynuuje podróż z akceptacją siebie i staram się jak najlepiej. Są dni gorsze i lepsze. Na dzień dzisiejszy ważę 77 kg i mierzę 163,5 cm. Jestem niska i gruba nie wstydzę się do tego przyznać. Za każdym razem, kiedy staram się brać za jakąkolwiek dietę to ulegam. Niestety nie zawsze mi się to udaje. Mam rozstępy i cellulit. To co prawie każda kobieta czy dziewczyna w moim wieku.


Ale do czego tak naprawdę zmierzam?
W dzisiejszych czasach media mocno naciskają na szczupły,a nawet niebezpiecznie chudy wygląd. Rozumiem, sama podziwiam niektóre modelki lub aktorki i ich figury. To naturalne, ale takie działania prowadzą do załamań psychicznych i zmian w stosunkach społeczeństwa do grubszych ludzi. 

Oczywiście możemy się kłócić, że bycie grubym to pojęcie względne. Racja. Z byciem grubym jest tak samo jak z pięknem. Każdy ma inną skalę, kanon.
Jednak z drugiej strony znajdujemy ostatnimi czasy popularne modelki PLUS SIZE czyli modelki, powyżej rozmiaru 38. Niektóre te kampanie też wbijają nam do umysłów fałszywy obraz kobiety pulchnej, bo nie każda kobieta grubsza nie ma cellulitu czy rozstępów. To niemal niemożliwe.
Chciałabym też poruszyć kwestię zachowania ludzi, bo to ostatnio bardzo we mnie uderzyło.



Na asku otrzymałam pytania o moją dobrą znajomą, czy widziałam jej twarz i czy jest ona gruba. Z racji tego, że jest modelką i widziałam wielokrotnie jej zdjęcia powiedziałam, że ABSOLUTNIE NIE. Zapytałam się też czy gorsi ludzie są według tej osoby gorsze?
Odpowiedź było jednoznaczna: TAK

Tutaj zgłaszam swój sprzeciw. Osoby grubsze :
- mają lepsze poczucie humoru
- są bardziej pozytywne
- są milsze i bardziej otwarte
Nie chcę też tutaj ujmować osobom chudym, bo tak naprawdę to nie rozmiar ubrania ma znaczenie, ale wielkość czyjegoś serca. Nie każdy jest gruby z własnej winy.

Powinniśmy przestać ślepo oceniać ludzi po wyglądzie i starać się ich poznać. Racja, czasami wygląd odzwierciedla charakter, ale nic nie jest uwarunkowane masą ciała, kolorem skóry czy orientacją seksualną. 
Zacznijmy akceptować siebie takimi jakimi jesteśmy i dajmy sobie szanse.


środa, 8 kwietnia 2015

Marzec czas zakończyć

Halo, halo halo !!!
Mamy środę. Dwa dni po świętach, które do udanych nie należą, ale to tylko kwestia podejścia do nich. Mniejsza o to. Mamy już 8 kwietnia, a ja nie zrobiłam podsumowania miesiąca. Rozmyślałam o nim od kilku, bo niewiele mogę podsumować. Nie kupiłam nowych kosmetyków, nie przeczytałam nic ciekawego. Jednak zawsze znajdzie się COŚ ! W tym miesiącu postawiłam zdecydowanie na kanały na YouTube i płyty/artystów. Prawie to co zwykle. Jestem mało zaskakująca.

1. Rodzina Fletcher, a raczej ich kanały na YouTube.


 

  Giovanna Fletcher znana jako Gi- żona Toma Fletchera, mama Buzza i autorka czterech książek. Romansów. We vlogach Gi znajdziemy od jakiegoś czasu rozterki młodej mamy, która szuka porad od innych mam, mówi o swoim życiu po urodzeniu i relacjonuje codzienność. Jest zwykłą brytyjką, która nastraja ludzi bardzo pozytywnie do życia. Czytając również jej bloga można poczuć ciepło emanujące od jej osoby.
Giovanna's world channel
 
   Tom Fletcher- członek zespołu niegdyś McFly, a teraz McBusted. Razem ze swoją siostrą stworzyli serię Dear Tom/ Carrie, w która wciągnęli też Gi. Tom głównie nagrywa materiał o życiu w trasie, swoich kumpli i czasami nagrywa też covery swoich własnych piosenek.
Tom Fletcher's channel



  Carrie Hope Fletcher - 22-letnia profesjonalna piosenkarka i aktorka. Młodsza siostra Toma. Gra w musicalach na West End w Londynie. Znana z ról w takich przedstawieniach jak Les Miserables czy Wojna Światów. Niedawno napisała książkę pt. "All I Know Now". Opowiada ona o wszystkich przeżyciach lat nastoletnich z perspektywy młodej, dorosłej kobiety. Po wyjeździe na koncert zaczynam zbierać na jej książkę jak i na książki Giovanny.
Carrie Hope Fletcher's channel





2. Blogi, bo przecież bez nich życie byłoby puste.
Uwielbiam blogi ! Przyznaję otwarcie, że niektóre sprawdzam nałogowo i bywam zawiedziona, kiedy nie ma nic nowego. Sprawdzanie bloggera też należy do moich codziennych czynności. Wiem, maniaczka.  Jeśli ktokolwiek z Was ma bloga o życiu, który jest godny polecenia to jak najbardziej złapię. Od razu mówię, że nie chcę blogów modowych.x
Ołszyn Pałer !
DAGIELO
Gi's blog for HelloMagazine
Jamie Oliver
Ari ♥
Żółwie
Donal Skehan
Jak widać blogi kręcą się od tych związanych z jedzeniem, po te głównie ''życiowo-filozoficzne''




3. "Nowa" muzyka

  1. Soak
  2. James Bay "Chaos and The Calm"
  3. All Time Low" Future Hearts"
  4. The Wombats " Give Me A Try"
  5. Amber Run
  6. Bastille "Bastille VS.Other People's Heartache Pt.III"
  7. SKUBAS



Wydaje mi się, że to wystarczające podsumowanie. Wiadomo zeszły miesiąc przyniósł dobre imprezy( Pusz-MUN) jak i zawody. Tak mówię tutaj o moim nieszczęsnym farbowaniu włosów i odejściu Zayna z One Direction. 
Wpadłam też na świetny pomysł. Od tego miesiąca chcę zacząć kupować jedną książkę miesięcznie. Zapewne zacznę od tanich propozycji na Matrasie. Jeśli ktokolwiek z Was ma do polecenia jakiś dobry tytuł to bez skrupułów podawajcie mi na asku, fejsie, tutaj. Gdziekolwiek. Szukam czegos interesującego do czytania. 
Do zobaczenia niedługo, buźka
Zuźka.xxx






niedziela, 29 marca 2015

same nieszczęścia w tym tygodniu, ale warto mądrze myśleć :)


Poniedziałek nie niesie za sobą szkoły, więc w niedzielę biorą przemyślenia ! Ha



W ciągu ostatnich trzech dni ( 26-28 marca) było mi dane uczestniczyć w symulacjach Organizacji Narodów Zjednoczonych. Co by tu dużo mówić. Koncept imprezy jest powalający. Grupa prawie 200 młodych ludzi w wieku licealnym może debatować nad prawdziwymi problemami i do tego są w stanie wprowadzić jakieś zmiany( wszystko co jest ustalane na obradach jest podsuwane prawdziwemu ONZ). Nie piszę tutaj sprawozdania z imprezy, broń mnie przed tym Boże ! Chcę tylko pokazać moje odczucia, aspiracje na przyszły rok?!
Byłam page podczas trwania imprezy. Człowiek- wielozadaniowiec. Przynoszenie herbaty, ciasta itp., itd. Praca jak nudna tak stresująca i męcząca. 
Tak, nogi po trzech dniach odpadają, są obtarte i psychika potrzebuje odpoczynku. Mniejsza o moje samopoczucie. TU CHODZI O MOJE ODCZUCIA !




Siedząc w piątek w klasie razem z jednym z komitetów, przysłuchiwałam się propozycją rozwiązania problemu wolności w internecie, wprowadzaniu sankcji i obostrzeń. Jeden z delegatów rzucił pomysłem, który nigdy nie miałby racji przejścia. Chciałam się sprzeciwić, ale ZARAZ nie wolno mi. Jestem tylko osobą od obsługiwania i przenoszenia wiadomości. Gdzieś w środku ugodziło to we mnie, no bo jak człowiek może nie mieć prawa głosu? Kiedykolwiek i jakkolwiek. A no może. Poczułam się wtedy jak niższa warstwa społeczna, podczłowiek, niższa rasa. Już wiem co kiedyś czuli inni i jak ciężko mają ludzie w krajach Azji Środkowej. Kastowość jest konkretnie poronionym pomysłem.





Dzięki temu zaczęłam doceniać wolność słowa na każdy temat i możliwość sprzeciwu w sytuacjach, kiedy coś jest nie po mojej myśli. Nie zapominajmy nigdy o tym, ale też nie nadużywajmy swojej wolności słowa do złych celów.

Zapraszam Was na mojego facebooka. Piszcie, śledźcie !


wtorek, 24 marca 2015

zbieranina, masa, kubeł





Wieczorne powroty służą niezrozumiałym konfrontacjom i wspomnieniom. Przez to naszło mnie na wspominanie. No, bo kto MI zabroni? Odkopałam z czeluści komputera moją listę życzeń inaczej znaną jako Bucket List. Przeglądam, czytam, studiuje i na końcu... sprawdzam datę edycji, zapisania pliku jakkolwiek zwał uwaga 26 GRUDNIA 2013 !!!
Powrócił mi w głowie miły, świąteczny wieczór, kiedy to oglądając Grincha, stwierdziłam : "HEJ . Pora napisac swoją śmieciową listę. Wszyscy ostatnio to robią. Ja też chce."
Dzięki niej wyznaczyłam sobie cele na następnych 10, może 20 lat. Nie wiem. za to bardzo cieszę się, że w maju będę mogła skreślić już jedną pozycję. Cudownie, fantastico !

Aby nie wyjść na wredną lub dziwną, bo przedstawiam coś o czym można było nie słyszeć, podzielę się swoją listą. Słyszałam o dwóch sposobach robienia jej.

  • zapisywanie wszystkiego jedno pod drugim, a później wykreślanie lub odptaszkowywanie ;)
  • rozdzielanie na kategorie : MIEJSCA, LUDZIE I CZYNNOŚCI.
Osobiście wygodniejszą opcją wydaje się druga kropka. Jest uporządkowana, nie musisz szukać w wielkiej liście różnistych różności. Świetne !
Przechodząc do meritum sprawy .... MOJA LISTA (w części)
Miejsca :

  • Londyn - urokliwe miasto, do tego blisko 
  • Tokio- egzotyka i różnorodność miejsca aż ciągną do siebie 
  • Quebec ( Kanada) - po obejrzeniu dokumentu muszę odwiedzić kilka restauracji w tym mieście.
  • Islandia- gejzery, inny klimat, zupełnie inny cel podróży
Ludzie:

  • Papież Franciszek- mam ochotę porozmawiać z tym człowiekiem, ma świeże poglądy na sytuację w kościele i wydaje się otwartym na wszystkich i wszystko.
  • Will Smith- aktor, legenda.
  • Ashley Frangipane ( Halsey) - wokalistka o magicznym głosie, z zaskakującym spojrzeniem na otaczający świat, a szczególnie na jej środowisko muzyki pop-alternatywnej i środowisko feministek
Czynności:

  • uratować komuś życie
  • zamienić moje prochy po śmierci w drzewo 
  • przeprowadzić wywiad z osobą sławną, aktorem, zespołem
Tworzenie takiej listy to sama przyjemność. Widzisz ile celów masz w życiu, nie jesteś szarą personą. Możesz coś wnieść w świat.
TERAZ UWAGA ZADANIE !
Jeśli tylko chcesz, napisz do mnie w mailu jakich rzeczy chcesz dokonać? Umówmy się po .. 2 !
Czynność, poznanie ludzi i miejsca, które chcesz odwiedzić. Wiadomości piszcie na @namelesssue4532@gmail.com
Będę czekac na jakikolwiek odzew z niecierpliwością .
AHA ! Byłabym zapomniała.Założyłam fanpage na facebooku. Wpadajcie, lajkujcie, piszcie. Utrzymujcie jakikolwiek kontak ze mną. Będzie mi cholernie miło.
Do zobaczenia, buźka.x
ask