środa, 3 czerwca 2015



Środa a jakby piątek !
Witam w długim weekendzie czerwcowym i po dosyć długiej (jak dla mnie) przerwie od pisania. Mam ogromną ochotę pisać, robić zapiski, ale zwyczajnie na świecie nie mam do tego siły. Pochłania mnie szkoła, a tak dosłownie to moje uzależnienie od internetu. Staram się łączyć to razem, nie zawsze wychodzi i nikomu nie polecam.
W ostatnim czasie działo się wiele w moim małym światku jak i tym ŚWIECIE dookoła. Wybory, zmiana rządzących, zmiany płci i zmiany imidżów zespołów oraz relacji z ludźmi. O polityce nie będę pisać, bo to temat rzeka jak i temat sporny.



Transformacja Bruce'a Jennera w Caitlyn Jenner wywołała ogromną burzę w internecie. Wiele ludzi, w tym ja, zachwycali się Cait. Nie bez kozery. Jest ona teraz sobą i pokazuje innym, transseksualnym osobom, fakt, że nie warto się bać przemiany i warto walczyć o swoje szczęście. Z mojego punktu widzenia cały akt transformacji, coming out i przygotowania własnych dzieci do tego jest nie lada wyzwaniem. Przyznam, że jestem w szoku i staram się do tego na razie przyzwyczaić. Wspieram Caitlyn, ale staram się obyć z całym tym tematem.






Zeszłego czwartku z nudów przefarbowałam włosy na różowo. Idealny przykład tego, jak człowiek próbuje wyrwać się z codziennej rutyny. Zostałam postawiona przed zadaniem, wykonałam. Pamiętaj zawsze RADŹ SE SAM !












Piszę też prosto po dosyć mocno wstrząsającym seansie. Długo szukałam tytułu filmu, w którym Joseph Gordon Levitt siedzi zakrwawiony w nowojorskim metrze. Dzisiaj po dosyć długim okresie nie oglądania filmów, postanowiłam przegrzebać filmweb w poszukiwaniu tego filmu. EUREKA ! Znaleziony. Tytuł osobliwy ZŁY DOTYK, fabuła równie mocna jak wybrzmiewająca nazwa. Przedstawiona histoia opowiada o dwóch zupełnie różnych chłopakach, którzy w dzieciństwie przeżyli ten sam dramat. Molestowanie. Neil w wieku młodzieńczym odkrył pociąg do chłopaków, a w wieku nastoletnim został męską prostytutką. Z kolei Brian żyje w przekonaniu, że całe zajście miało miejsce w statku UFO, przez któe został porwany. Po kolei stara się odkryć prawdę, udaje mu się to poprzez koszmary, które nawiedzają go od pierwszego molestowania. Chłopaki spotykają się po pewnym czasie. Okazuje się, żę byli molestowani przez tą samą osobę- trenera drużyny baseballowej. Neil opowiada Brianowi jak to wszystko wyglądało. W filmie znajdują się sceny seksu gejowskiego w naprawdę różnych, czasami aż obrzydzających formach. Z początku widząc zdjęcie Levitta myślałam, że będzie to film o młodzieży sprzeciwiającej się systemowi. Widać tutaj pewnego rodzaju bunt, ale nie w takiej formie w jakiej się spodziewałam. Jak dla mnie zdecydowanie za mocny i zbyt drastyczny film jak na mój gust.


Dzisiaj wracając do domu, pierwszy raz od bardzo dawna dopadło mnie TAK okropne zmęczenie. Ostatnie dwa tygodnie był pełne totalnej orki nad ocenami. Szkoła pochłonęła mnie w taki sposób, że nie miałam czasu na przeczytanie książki dla przyjemności lub obejrzenia filmu. Teraz mam tylko ochotę zakopać się w fortecy zbudowanej z koców i poduszek, ale wiem że jest jeszcze dużo roboty do zrobienia. Gonią mnie terminy pt: "Koniec popraw" i "Wystawianie ocen". Następne dwa tygodnie stoją również pod znakiem biegu za nauką, ale wierzę że po tak długim czasie pracy i wysiłku umysłowego będę spełniona wiedząc, że robiłam co w mojej mocy, aby osiągnąć sukces.


GODNE POLECENIA:
Florence+The Machine- How Big, How Blue, How Beautiful ( album)
Halsey- Hold Me Down (piosenka wydana przy pre-orderze albumu)
Coldplay- Always In My Head
Jack Johnsons- Better Togheter

Żegnam się, ściskam mocno,
Zuźka xx
ask
tumblr
facebook


piątek, 22 maja 2015

Berlin, das is mein Land.

Bez zabawy z winylami się nie obeszło :)
Minionego tygodnia, a w szczególności soboty nie zapomnę do końca życia. Halo, ale dlaczego, pyta zgraja ludzi (dobra nie oszukujmy się, nikt nie pyta). Pierwszy raz od prawie roku miałam okazję wyjechania za granicę. Tylko na jeden dzień, ale cóż to był za dzień !
Sobota tj. 16 maja miał odbyć się długo wyczekiwany przeze mnie koncert 5 Seconds Of Summer. Przyznam, że gdyby nie pewna upierdliwa koleżanka nie zobaczyłabym chłopaków w tym roku na żywo. Za to jestem jej wdzięczna. God bless u.

W piątek poprzedzający koncert miałam okazję imprezować z wieloma świetnymi osobami. Dowiedziałam się, że jest ze mną coś nie tak, bo wybrałam nie to liceum( oczywiście żartobliwie), wypaliłam sporo Winstonów przed klatką kumpli mojej siostry, moja wiedza wzbogaciła się m.in o świadomość ilości aplikacji do komunikacji miejskiej w UK, informacje na temat Eurowizji na przestrzeni lat oraz o to jak wyglądają imprezy w Liverpoolu i Szczecinie, kiedy mama nie patrzy. Po takim biforze wiedziałam, że ten weekend musi być udany. Z tymi ludźmi na pewno.
W dosyć pochmurny poranek, po wyśmienitym kilkugwiazdkowym śniadaniu (wafle ryżowe z masłem orzechowym i Yerba Mate) byłam gotowa na podbój Berlina. Dziwne było dla mnie to, że nie czułam żadnej ekscytacji związanej z koncertem i zobaczeniem chłopaków na żywo. W godzinach południowych zajechałam na dworzec główny w Berlinie i od razu zdębiałam. Poczułam się jak w przyszłości. Pociągi pode mną, nade mną, cudne kafejki z kebabem, pizzą i ciasteczkami dookoła. Zapomniałam już jak to jest bywać w dużych miastach, które mają wiele do zaoferowania. Razem z D rozpoczęłyśmy zwiedzanie od odwiedzenia bramy brandemburskiej, kilku selfie i ciastek z czekoladą oraz degustacją jogurtów sojowych. Przyznam smak dziwny, kręcił się koło mydła kokosowego, do tego ten brak cukru. KARY GODNE !
Naszym największym celem był Primark. Ahh, cel wielu turystów przyjeżdżających do tego miasta. Na Alexanderplatz znalazłyśmy się po pewnym czasie spacerowania. Po drodze zahaczyłyśmy o uniwersytet i wydział prawa, policjantów i targ wolnej książki oraz płyt winylowych. Ogrom ludzi, architektura i renowacje przytłaczały mnie z każdą minutą. Byłam pod ogromnym wrażeniem, bo nigdy nie miałam okazji widzieć Berlina od tej strony i nie mogę się doczekać, żeby to powtórzyć, a wiem że okazji będzie jeszcze multum. Podczas pieszej przechadzki miałam okazję podziwiać artystów różnych talentów. Chłopak cudownie władający szklanymi kulami, wokalista wyglądający jak Hozier (już odnalazłam go w internecie !) oraz kilku Turków sprzedających rosyjskie czapki. Różnorodność etniczna jest kolejną rzeczą, której nie da się przeoczyć. Oczywiście da się zauważyć falę Turków, Arabów oraz Azjatów. Dzięki nim w Berlinie można zjeść kuchnię z każdego zakątka świata. Prawie jak Londynie, tylko tam jeszcze nie byłam. Minęłyśmy słynną wierzę telewizyjną, nie zostawiając jej bez selfie ! W Primarku obkupiłyśmy się jak szalone, bez mierzenia. Ilość osób w sobotnie popołudnie przechodzi najśmielsze oczekiwania. Nawet w dziale męskim były duże kolejki, to ci dopiero nowość.
Po wyczerpujących zakupach zaszłyśmy do pobliskiej knajpy na burritos. Przyznam szczerze: wszystko byłoby cudownie, gdyby nie czarna fasola, której smaku do dzisiaj nie mogę wymazać z pamięci.
Przed 16 wsiadłyśmy w U-Bahn i popędziłyśmy pod o2 Arenę. Chwilę przed koncertem miałam okazję zobaczyć Mur Berliński, który znajduje się dosłownie naprzeciwko areny.
O 16.30 nadeszła wiekopomna chwila. Zaczęto wpuszczać nas do środka. Kolejki były ogromne, po drodze złapał nas deszcz, a ja jak ostatni idiota stałam przykrywając włosy koszulą, bo jak zwykle nie pomyślałam o zabraniu parasola. W trakcie oczekiwania spaliłam papierosa i dopiero w kolejce uświadomiłam sobie, że to wszystko dzieje się naprawdę. Ten koncert jest realny.
Po wpuszczeniu nas przez miłych pracowników na arenę obkupiłam się w merchu. Piankowa łapa i plakat zostały ze mną. Do 19 czekałyśmy na support ( Hey Violet), który dał czadu. Zauroczyłam się przy okazji w gitarzyście. Niech Cię Casey Moreta !
O 20 przyszedł czas na MAIN ACT. Tutaj czas na fun fact: Za każdym razem oglądając koncerty śmiałam się z ludzi, którzy zaczynali płakać. W tym momencie byłam jednym z tych ludzi.
Jak niektórzy z Was zdążyli się zorientować był to najkrótszy koncert mojego życia. Trwał całe 20 minut. Wyszłam w połowie 4 piosenki na setliście, ponieważ nie miałam innego wyboru. Transport do domu mnie ograniczył. Mimo tego mogę powiedzieć, że było to najlepszy dzień mojego życia. Nie żałuję ani minuty.
Pod spodem zostawiam kilka selfies(ukazuję tu swoją twarz, spora nowość), zdjęć zabytków. Jakże ja nie potrafię formułować pewnego rodzaju sprawozdań.
Zuźka.x
ask
twitter
tumblr

środa, 6 maja 2015

Otwieraj link nad tekstem, muzyka jest ważna w twoim życiu :)


Po Majówce już dawno, a mnie tutaj nie było od dwóch tygodni. Straciłam poczucie obowiązku dla bloga. Przepraszam. Jednak jeśli jesteśmy już po długim weekendzie, a niektórzy dalej go przeżywają( tak to ja) to chyba czas coś napisać.
Maj od pierwszego do trzeciego przeleciał mi między palcami. Byłam tak zajęta, że nawet nie zauważyłam jak to minęło. To wszystko wina Dni Młodych. Wolontariat przez trzy dni zdecydowanie pomógł mi w pewnego rodzaju uspokojeniu się, jednak pojawił się jeden, KARDYNALNY problem. Chłopak. Chociaż nie wiem czy z góry osobę płci przeciwnej, powinnam nazywać problemem. To trochę uwłaczające, ale znam siebie i wiem, że czasami potrafię angażować się w błahe sprawy zbyt szybko, ale nad tym nie ma co się rozpisywać, bo tak naprawdę ONLY TIME WILL TELL.
W przeciągu tych trzech dni nie zdążyłam się zorientować kiedy moja mama wróciła z Paryża, a siostra polecała zwiedzać Wielką Brytanię. Wszyscy w rozjazdach, a moim najodleglejszym miejscem wyjazdu przez następny tydzień będzie Gorzów.

Tak mocno straciłam orientację w czasie i zapomniałam, że za niecałe dziesięć dni jadę na koncert. Powinnam być strasznie podekscytowana. Racja, jestem. Ktoś może stwierdzić, że jest to trochę dziwne, ale czuję pewnego rodzaju niepokój. Czy te, dosyć spore pieniądze, które wydałam na bilet , rzeczywiście zwrócą mi się w postaci nowych znajomych, wrażeń koncertowych itd., itp.

Przyszłe tygodnie też niosą za sobą mnóstwo pracy, jak wiadomo maj jest jednym z ostatnich miesięcy roku szkolnego. Co za tym idzie? Multum sprawdzianów, a w liceum przynosi on zmianę planu. Jak się okazuje na totalnie gorszą wersję. Mam ochotę iść do gabinetu dyrektora i pod drzwiami położyć kawałek kupy w podziękowaniu za tak cudownie ustalone zajęcia.

Dobra, może nie powinnam już narzekać, bo zamieniam się w typowego polskiego Janusza, a tego nigdy nie chciałam.

Przewodnia myśl na nadchodzący czas: Jeśli masz cokolwiek ubrać, zastanów się czy Kanye pozwoliłby założyć to Kim.

Do następnego razu, baju !
Zuźka.x
tumblr
ask
twitter

niedziela, 19 kwietnia 2015

Inspirowane minionym tygodniem




Pora przyznać to otwarcie. Jestem gruba. Problem z wagą mam odkąd pamiętam. Głównie idzie ona w górę. Już w wieku sześciu lat usłyszałam, że z taką wagą nie zostanę modelką (30 kg wtedy). W tym wieku niespecjalnie mi to przeszkadzało. Pierwszy raz odczułam to jednak w czasie komunii.


Zajadałam się batonikami, dwa miesiące przed komunią nie mogłam się zmieścić do sukienki. Przestałam jeść słodycze na jakiś czas. W sukienkę weszłam bez problemu. Od tamtego czasu moim marzeniem rozpoczynającym każdy rok było zgubienie zbędnych kilogramów i bycie szczupłą. Jeśli chodziło o moje stosunki z ludźmi to były normalne. Miałam wielu znajomych, kilku przyjaciół.

W wieku 12/13 lat ważyłam 50 kg. Zapewne przez okres dojrzewania urosłam, schudłam bez niczego, mówiąc kolokwialnie ''wyciągnęłam się''. Nie przeszkadzało mi to. Cieszyłam się, kiedy wciągałam brzuch w końcu było mi widać żebra. Jednak w 2011 roku, był to czas zakończenia podstawówki, najlepszej wagi w moim wykonaniu i rozwodu moich rodziców. Nad tym nie chcę się głębiej rozwodzić, bo nie widzę sensu. Wtedy stałam się buntowniczką. Zaczęła się papierosy ( tak , w wieku 13 lat) i pierwsze próbowanie alkoholu. Nie myśl sobie, że popadłam w kompletną patologię. Co to to nie. Po prostu buntowałam się przeciwko wszystkim i wszystkiemu. W wyniku stresu pojawiło się u mnie podjadanie, a w skutku tycie. Później wynikła też choroba tarczycy i sprawy ortopedyczne. Mniejsza o to. Nie akceptowałam siebie. Trzy wałeczki tłuszczu na brzuchu, grube uda, szerokie biodra. To było dla mnie nie do przyjęcia. Z zazdrością patrzyłam na te wszystkie kolorowe okładki z chudymi gwiazdami czy na koleżanki, które wyglądały bosko na plaży.

Największy problem zaczął się pod koniec drugiej klasy gimnazjum. Popadałam w stany depresyjne, zaczęłam się ciąć. Wyglądałam źle, to co jeszcze mogło być we mnie gorszego? Blizny przypominały mi o tym jaka brzydka jestem. 

Później w moim życiu pojawiło się kilka osób, które pomogły mi sobie z tym radzić, głównie z gniewem wobec samej siebie. Był momenty, w których nadal sięgałam po żyletkę, bo źle się czułam. Nie jestem tutaj, żeby kogokolwiek do tego namawiać. Brońcie Panie Boże !
Dosyć długo zajęło mi akceptowanie siebie. Zaczęłam od znajdowania drobnych rzeczy, które mi się w sobie podobają. Dalej kontynuuje podróż z akceptacją siebie i staram się jak najlepiej. Są dni gorsze i lepsze. Na dzień dzisiejszy ważę 77 kg i mierzę 163,5 cm. Jestem niska i gruba nie wstydzę się do tego przyznać. Za każdym razem, kiedy staram się brać za jakąkolwiek dietę to ulegam. Niestety nie zawsze mi się to udaje. Mam rozstępy i cellulit. To co prawie każda kobieta czy dziewczyna w moim wieku.


Ale do czego tak naprawdę zmierzam?
W dzisiejszych czasach media mocno naciskają na szczupły,a nawet niebezpiecznie chudy wygląd. Rozumiem, sama podziwiam niektóre modelki lub aktorki i ich figury. To naturalne, ale takie działania prowadzą do załamań psychicznych i zmian w stosunkach społeczeństwa do grubszych ludzi. 

Oczywiście możemy się kłócić, że bycie grubym to pojęcie względne. Racja. Z byciem grubym jest tak samo jak z pięknem. Każdy ma inną skalę, kanon.
Jednak z drugiej strony znajdujemy ostatnimi czasy popularne modelki PLUS SIZE czyli modelki, powyżej rozmiaru 38. Niektóre te kampanie też wbijają nam do umysłów fałszywy obraz kobiety pulchnej, bo nie każda kobieta grubsza nie ma cellulitu czy rozstępów. To niemal niemożliwe.
Chciałabym też poruszyć kwestię zachowania ludzi, bo to ostatnio bardzo we mnie uderzyło.



Na asku otrzymałam pytania o moją dobrą znajomą, czy widziałam jej twarz i czy jest ona gruba. Z racji tego, że jest modelką i widziałam wielokrotnie jej zdjęcia powiedziałam, że ABSOLUTNIE NIE. Zapytałam się też czy gorsi ludzie są według tej osoby gorsze?
Odpowiedź było jednoznaczna: TAK

Tutaj zgłaszam swój sprzeciw. Osoby grubsze :
- mają lepsze poczucie humoru
- są bardziej pozytywne
- są milsze i bardziej otwarte
Nie chcę też tutaj ujmować osobom chudym, bo tak naprawdę to nie rozmiar ubrania ma znaczenie, ale wielkość czyjegoś serca. Nie każdy jest gruby z własnej winy.

Powinniśmy przestać ślepo oceniać ludzi po wyglądzie i starać się ich poznać. Racja, czasami wygląd odzwierciedla charakter, ale nic nie jest uwarunkowane masą ciała, kolorem skóry czy orientacją seksualną. 
Zacznijmy akceptować siebie takimi jakimi jesteśmy i dajmy sobie szanse.


środa, 8 kwietnia 2015

Marzec czas zakończyć

Halo, halo halo !!!
Mamy środę. Dwa dni po świętach, które do udanych nie należą, ale to tylko kwestia podejścia do nich. Mniejsza o to. Mamy już 8 kwietnia, a ja nie zrobiłam podsumowania miesiąca. Rozmyślałam o nim od kilku, bo niewiele mogę podsumować. Nie kupiłam nowych kosmetyków, nie przeczytałam nic ciekawego. Jednak zawsze znajdzie się COŚ ! W tym miesiącu postawiłam zdecydowanie na kanały na YouTube i płyty/artystów. Prawie to co zwykle. Jestem mało zaskakująca.

1. Rodzina Fletcher, a raczej ich kanały na YouTube.


 

  Giovanna Fletcher znana jako Gi- żona Toma Fletchera, mama Buzza i autorka czterech książek. Romansów. We vlogach Gi znajdziemy od jakiegoś czasu rozterki młodej mamy, która szuka porad od innych mam, mówi o swoim życiu po urodzeniu i relacjonuje codzienność. Jest zwykłą brytyjką, która nastraja ludzi bardzo pozytywnie do życia. Czytając również jej bloga można poczuć ciepło emanujące od jej osoby.
Giovanna's world channel
 
   Tom Fletcher- członek zespołu niegdyś McFly, a teraz McBusted. Razem ze swoją siostrą stworzyli serię Dear Tom/ Carrie, w która wciągnęli też Gi. Tom głównie nagrywa materiał o życiu w trasie, swoich kumpli i czasami nagrywa też covery swoich własnych piosenek.
Tom Fletcher's channel



  Carrie Hope Fletcher - 22-letnia profesjonalna piosenkarka i aktorka. Młodsza siostra Toma. Gra w musicalach na West End w Londynie. Znana z ról w takich przedstawieniach jak Les Miserables czy Wojna Światów. Niedawno napisała książkę pt. "All I Know Now". Opowiada ona o wszystkich przeżyciach lat nastoletnich z perspektywy młodej, dorosłej kobiety. Po wyjeździe na koncert zaczynam zbierać na jej książkę jak i na książki Giovanny.
Carrie Hope Fletcher's channel





2. Blogi, bo przecież bez nich życie byłoby puste.
Uwielbiam blogi ! Przyznaję otwarcie, że niektóre sprawdzam nałogowo i bywam zawiedziona, kiedy nie ma nic nowego. Sprawdzanie bloggera też należy do moich codziennych czynności. Wiem, maniaczka.  Jeśli ktokolwiek z Was ma bloga o życiu, który jest godny polecenia to jak najbardziej złapię. Od razu mówię, że nie chcę blogów modowych.x
Ołszyn Pałer !
DAGIELO
Gi's blog for HelloMagazine
Jamie Oliver
Ari ♥
Żółwie
Donal Skehan
Jak widać blogi kręcą się od tych związanych z jedzeniem, po te głównie ''życiowo-filozoficzne''




3. "Nowa" muzyka

  1. Soak
  2. James Bay "Chaos and The Calm"
  3. All Time Low" Future Hearts"
  4. The Wombats " Give Me A Try"
  5. Amber Run
  6. Bastille "Bastille VS.Other People's Heartache Pt.III"
  7. SKUBAS



Wydaje mi się, że to wystarczające podsumowanie. Wiadomo zeszły miesiąc przyniósł dobre imprezy( Pusz-MUN) jak i zawody. Tak mówię tutaj o moim nieszczęsnym farbowaniu włosów i odejściu Zayna z One Direction. 
Wpadłam też na świetny pomysł. Od tego miesiąca chcę zacząć kupować jedną książkę miesięcznie. Zapewne zacznę od tanich propozycji na Matrasie. Jeśli ktokolwiek z Was ma do polecenia jakiś dobry tytuł to bez skrupułów podawajcie mi na asku, fejsie, tutaj. Gdziekolwiek. Szukam czegos interesującego do czytania. 
Do zobaczenia niedługo, buźka
Zuźka.xxx






niedziela, 29 marca 2015

same nieszczęścia w tym tygodniu, ale warto mądrze myśleć :)


Poniedziałek nie niesie za sobą szkoły, więc w niedzielę biorą przemyślenia ! Ha



W ciągu ostatnich trzech dni ( 26-28 marca) było mi dane uczestniczyć w symulacjach Organizacji Narodów Zjednoczonych. Co by tu dużo mówić. Koncept imprezy jest powalający. Grupa prawie 200 młodych ludzi w wieku licealnym może debatować nad prawdziwymi problemami i do tego są w stanie wprowadzić jakieś zmiany( wszystko co jest ustalane na obradach jest podsuwane prawdziwemu ONZ). Nie piszę tutaj sprawozdania z imprezy, broń mnie przed tym Boże ! Chcę tylko pokazać moje odczucia, aspiracje na przyszły rok?!
Byłam page podczas trwania imprezy. Człowiek- wielozadaniowiec. Przynoszenie herbaty, ciasta itp., itd. Praca jak nudna tak stresująca i męcząca. 
Tak, nogi po trzech dniach odpadają, są obtarte i psychika potrzebuje odpoczynku. Mniejsza o moje samopoczucie. TU CHODZI O MOJE ODCZUCIA !




Siedząc w piątek w klasie razem z jednym z komitetów, przysłuchiwałam się propozycją rozwiązania problemu wolności w internecie, wprowadzaniu sankcji i obostrzeń. Jeden z delegatów rzucił pomysłem, który nigdy nie miałby racji przejścia. Chciałam się sprzeciwić, ale ZARAZ nie wolno mi. Jestem tylko osobą od obsługiwania i przenoszenia wiadomości. Gdzieś w środku ugodziło to we mnie, no bo jak człowiek może nie mieć prawa głosu? Kiedykolwiek i jakkolwiek. A no może. Poczułam się wtedy jak niższa warstwa społeczna, podczłowiek, niższa rasa. Już wiem co kiedyś czuli inni i jak ciężko mają ludzie w krajach Azji Środkowej. Kastowość jest konkretnie poronionym pomysłem.





Dzięki temu zaczęłam doceniać wolność słowa na każdy temat i możliwość sprzeciwu w sytuacjach, kiedy coś jest nie po mojej myśli. Nie zapominajmy nigdy o tym, ale też nie nadużywajmy swojej wolności słowa do złych celów.

Zapraszam Was na mojego facebooka. Piszcie, śledźcie !


wtorek, 24 marca 2015

zbieranina, masa, kubeł





Wieczorne powroty służą niezrozumiałym konfrontacjom i wspomnieniom. Przez to naszło mnie na wspominanie. No, bo kto MI zabroni? Odkopałam z czeluści komputera moją listę życzeń inaczej znaną jako Bucket List. Przeglądam, czytam, studiuje i na końcu... sprawdzam datę edycji, zapisania pliku jakkolwiek zwał uwaga 26 GRUDNIA 2013 !!!
Powrócił mi w głowie miły, świąteczny wieczór, kiedy to oglądając Grincha, stwierdziłam : "HEJ . Pora napisac swoją śmieciową listę. Wszyscy ostatnio to robią. Ja też chce."
Dzięki niej wyznaczyłam sobie cele na następnych 10, może 20 lat. Nie wiem. za to bardzo cieszę się, że w maju będę mogła skreślić już jedną pozycję. Cudownie, fantastico !

Aby nie wyjść na wredną lub dziwną, bo przedstawiam coś o czym można było nie słyszeć, podzielę się swoją listą. Słyszałam o dwóch sposobach robienia jej.

  • zapisywanie wszystkiego jedno pod drugim, a później wykreślanie lub odptaszkowywanie ;)
  • rozdzielanie na kategorie : MIEJSCA, LUDZIE I CZYNNOŚCI.
Osobiście wygodniejszą opcją wydaje się druga kropka. Jest uporządkowana, nie musisz szukać w wielkiej liście różnistych różności. Świetne !
Przechodząc do meritum sprawy .... MOJA LISTA (w części)
Miejsca :

  • Londyn - urokliwe miasto, do tego blisko 
  • Tokio- egzotyka i różnorodność miejsca aż ciągną do siebie 
  • Quebec ( Kanada) - po obejrzeniu dokumentu muszę odwiedzić kilka restauracji w tym mieście.
  • Islandia- gejzery, inny klimat, zupełnie inny cel podróży
Ludzie:

  • Papież Franciszek- mam ochotę porozmawiać z tym człowiekiem, ma świeże poglądy na sytuację w kościele i wydaje się otwartym na wszystkich i wszystko.
  • Will Smith- aktor, legenda.
  • Ashley Frangipane ( Halsey) - wokalistka o magicznym głosie, z zaskakującym spojrzeniem na otaczający świat, a szczególnie na jej środowisko muzyki pop-alternatywnej i środowisko feministek
Czynności:

  • uratować komuś życie
  • zamienić moje prochy po śmierci w drzewo 
  • przeprowadzić wywiad z osobą sławną, aktorem, zespołem
Tworzenie takiej listy to sama przyjemność. Widzisz ile celów masz w życiu, nie jesteś szarą personą. Możesz coś wnieść w świat.
TERAZ UWAGA ZADANIE !
Jeśli tylko chcesz, napisz do mnie w mailu jakich rzeczy chcesz dokonać? Umówmy się po .. 2 !
Czynność, poznanie ludzi i miejsca, które chcesz odwiedzić. Wiadomości piszcie na @namelesssue4532@gmail.com
Będę czekac na jakikolwiek odzew z niecierpliwością .
AHA ! Byłabym zapomniała.Założyłam fanpage na facebooku. Wpadajcie, lajkujcie, piszcie. Utrzymujcie jakikolwiek kontak ze mną. Będzie mi cholernie miło.
Do zobaczenia, buźka.x
ask

czwartek, 19 marca 2015

Ahh co to będzie za bal ...






Może jednak powinnam napisać co to był za wtorek?
Wtorek tego tygodnia okazał się być tragicznym chyba od początku. W drodze do szkoły, a dokładniej kilka kilometrów przed nią przypomniała mi się pewna rzecz

Z: Słuchaj, zapomniałam teczki z interpretacją obrazu Fridy.
M: Spoko. Nie ma sprawy. Damy radę.
Z: No okej. Sformułuję to na lekcjach. Przeczytamy i będzie z głowy.
M: Wiesz co, nie musisz, bo ja zapomniałam pendrive'a.
Z: To co, eneczka? - zapytałam z uśmiechem.
M: Eneczka.


Jak zwykle z M zgodziłyśmy się na to jednogłośnie.
Wydarzenia następujące po sobie tego dnia pokazywały, że jest to dzień jednego, ogromnego crapu. Do szkoły przyszła koleżanka z ogromnym błędem na włosach. Kurczakowy dalmatyńczyk. Tak mogę określić jej wygląd po domowym rozjaśnianiu. Nie była zadowolona, a ja nie mogłam już odmówić wizyty fryzjera. Sama chciałam rozjaśnić włosy. Do czego dojdę w część późniejszej.

Lekcja druga. Pani profesor kazała się uspokoić. Za minutkę przyjdzie pani Dyrektor, postrach całej szkoły, nie wiadomo w jakim celu. Jednak podświadomie każdy z naszej klasy wiedział co się za chwilę stanie. ROZSZERZENIA. Temat, który nie miał końca od dobrych dwóch miesięcy w moim domu jak i w szkole. Dzięki temu nabawiłam się wątpliwości, przeglądałam strony uniwersytetów.

Ktoś obcy może zacząć się śmiać " Przecież masz niecałe 17 lat. Wybierasz się gdzieś?". Ja odpowiem mu krótkim " Weź się..". Tak wybieram się gdzieś. W zbyt młodym wieku jestem stawiana przed wyborem drogi życiowej. KTO TO WYMYŚLIŁ?
No cóż. Przeżyłam to. Pod koniec lekcji kartka dotarła do mnie. W tabelę numer 1 wpisz główny przedmiot do rozszerzenia, w numer 2 drugi, w tabelę trzy zajęcia dodatkowe ( tzw. fakultety). A więc co wpisała Zuzanka? Hmm.. po długich zastanowieniach w domu i konsultacjach ze znajomymi w klasie zostało wpisane dziko brzmiące POL-GEO z warsztatami dziennikarskimi/ ekonomią w praktyce. Jakkolwiek źle to wygląda, brzmi będę to robiła, bo tylko to w życiu mi aktualnie odpowiada.

Zapytasz się, co jeszcze mogło być gorszego po tej nieszczęsnej tabeli? Ano mogło. Pomijam następne nużące lekcje, bezproduktywne 6 godzin siedzenia w szkole.
Przyszłam do domu w dobrym humorze. W końcu pozbędę się odrostów i odświeżę fryzurę. Która kobieta nie cieszy się z takich drobiazgów? Pytanie " Jak wyszło?"
Więc, po pół godzinie trzymania rozjaśniacza na głowie miałam kompletne jajko. W towarzystwie fryzjerki śmiałam się z tego. Później doszło do mnie, że wyglądam okropnie. Pocieszałam się tym, że jest w miarę równo. W desperacji dzwoniłam do mamy, aby kupiła siwą farbę, która notabene nie pomogła. W ostatnim czasie delikatnie pomogły 4 warstwy szamponu zmywającego to "jajko" z głowy. Teraz będę się modlić, aby te nieszczęsne włosy wsiąknęły farbę.


Konkluzja. Następny razem zbieram 120 funtów na wizytę w dobrym salonie w Londynie, naprawiam ten szajs i czuję się świetnie. Teraz muszę się borykać z głupimi komentarzami i złym samopoczuciem. JEDNAK ! Było warto. Dążę do czegoś co jest osiągalne.
Moja rada: UWAŻAJCIE NA WTORKI.
W całej sytuacji pomogła mi piosenka McBusted, która opowiada o rozstaniu. Nadaje się w sumie do wszystkiego.x

sobota, 14 marca 2015

TAK



Miniony tydzień był jednym wielkim szaleństwem. Od poniedziałku zaczynając.
Kłótnia z nauczycielem. Idealny początek tygodnia. Teraz wydaje mi się, że za każdym razem po wejściu na ten przedmiot będę obrzucana jadem ze strony nauczycielki. Jednak uważam, że było warto. Pokłóciłam się o słuszną sprawę. Tyle w temacie.

Na przestrzeni tygodnia ukazał się *post na blogu mojej siostry. Cudowny, magiczny, chwytający mnie za serce. Poczułam się dziwnie, bo po przeczytaniu kilku linijek tekstu chciało mi się płakać. Ze szczęścia. Poczułam się jakbym była jedną z niewielu osób na tym świecie obdarzoną tak niesamowitą osobą w postaci mojej siostry. Pomaga mi w problemach matematycznych jak i tych natury psychologicznej. Jako dzieciaki potrafiłyśmy się gryźć i opluwać, a teraz jestem zadowolona w jakim kierunku idzie ta relacja.


Zeszły tydzień przyniósł też masę wspomnień. Odkurzyłam stary zespół, który był przez jakiś czas zapomniany. Piosenki po raz kolejny dały tyle samo emocji. Pozytywnych jak i negatywnych. Mówię tutaj o smutku, wzruszeniu. Teledyski przekazywały nadal to co miały przekazywać.  Rozpływałam się.


Już teraz wiem jak bardzo dwa lata lub nawet rok potrafią zmienić człowieka w odpowiednim towarzystwie. Stajesz się dojrzalszy, bardziej odpowiedzialny, ale nadal chcesz zachować w sobie cechy dzieciaka. Do tego boli Cię dorastanie. Ja tak mam.
Boję się. Cholernie się boję, że z dniem ukończenia 18 lat zostanę zaatakowana jak najboleśniej się da przez świat dorosłych.



Jednak pamiętaj, trzymaj się tego. Przyjmuj to co daje Ci los, ale staraj się też poprzez działania zmieniać z góry narzucony scenariusz. 

Jak już może ktoś zauważył zmienił się trochę wygląd bloga. Dodałam również zakładkę z kontaktem, w której znajdziecie wszystkie linki i do tego email. 
Nadal zastanawiam się nad fanpage. Zobaczę jak mogłoby to wyglądać. 

Do zobaczenia, trzymajta się ciepło

* wspomniany post - DAGIELO



sobota, 7 marca 2015

kolejne podsumowanie? co tym razem? ODMIANA !

Minął luty, więc czas na jego podsumowanie. W tym poście nie chcę podawać Wam produktów, które warto użyć, bo tak naprawdę w zeszłym miesiącu nie przetestowałam prawie nic. Jednak doświadczyłam kilku rzeczy, obejrzałam i przeczytałam lub zaczęłam czytać.
1.    


            1.Parks and Recreation
Serial komediowy opowiadający o pracownikach wydziału parków i rekreacji w miasteczku Pawnee. Leslie Knope jako kierowniczka tego działu chce zmienić miasto, a będzie starała się to robić z pomocą przyjaciół z wydziału.
  Osobiście obejrzałam niecałe dwa sezony. Serial jest zabawny, ma świetne wątki, ale          stwierdziłam po kilkunastu odcinkach, że delikatnie odmóżdża. Jednak był to przyjemny proces. Możecie kojarzyć jeden epizod, w którym dwójka przyjaciół umawia się na TREAT YO SELF DAY. Osobiście polecam ten serial.


2. Sherlock
Obejrzałam prawie wszystkie odcinki po raz drugi. Chodzi mi tutaj o cudowną wersję kanału BBC, w której główne role obsadzają Benedict Cumberbatch i Martin Freeman. Pełna humoru, sarkastycznego żartu i inteligentnych zagadek seria, która opowiada o przygodach Sherlocka i jego przyjaciela Johna Watsona. Aktualnie serial kończy się na 3 odcinku 3 sezonu, jednak od 2016 roku Sherlock powraca z 4 sezonem, na który czekam z niecierpliwością.



3.  Raising Hope lub Dorastająca nadzieja.
Po raz pierwszy zobaczyłam ten serial na Fox Comedy i obejrzałam jeden odcinek z czystej ciekawości. No, bo dlaczego nie?  Później obejrzałam kilka następnym części na scs.pl. Cały wątek serialu jest według mnie dobrze zbudowany i potrafi doprowadzić widza do łez.  Babcia, która układa skupia się na Jendze tylko przy jednej, bardzo starej piosence, stojąca w samym staniku i spodniach z wysokim stanem jest nieocenionym widokiem.


4.     13 Powodów.
Książka moim zdaniem dosyć znana. Opowiada o dziewczynie, która przed samobójstwem nagrała 13 kaset, które opowiadają o ludzie będących jej powodem do zabicia się. Przedstawione z perspektywy Claya, jej kolegi, który był w niej zauroczony.


Zespoły, które warto przesłuchać( moim skromnym zdaniem)
  





 


  •   McBusted – powstały z połączenia dwóch zespołów ( Busted i McFly) zespół rockowo-popowy. Muzyka zdecydowanie idealna do potańczenia, skakania  
  •   Years&Years- coś alternatywnego, troszeczkę Indie i elektro popu. Delikatny głos wokalisty plus bity i muzyka są idealnym połączeniem na jakikolwiek wieczór.  
  •     Oberhofer- zespół z pięknymi tekstami o miłości i relacjach między ludźmi. Przyznam, że niektóre piosenki stały się hitami mojej przyjaźni z cudowną osobą 
  •     Sky Ferreira- wokalistka, która moim zdaniem przedstawia punkt widzenia z feministycznej strony kobiety. Teksty- świetne. Styl- cudo. Nic dodać nic ująć.

                                                     

                                                      Aplikacje warte ściągnięcia  

  •    Wattpad- zagłębie fanfiction i książek online. Każdy znajdzie coś dla siebie. Ja ostatnimi czasy przeszukuję całą bibliotekę Wattpada w poszukiwaniu ff z Dougie’m Poytner. 
  •   Quizwanie- dowiesz się czegoś więcej niż w szkole przy  jednoczesnej przyjemności z samego grania.



Jeżeli znajdujecie jakiekolwiek fajne zespoły, aplikacje, gry, książki lub filmy to podzielcie się ze mną. Cieszę się każdą głupotą związaną z blogiem. Komentarze, pytania. Jestem otwarta i z chęcią przeczytam lub odpowiem. Kontakt jak zwykle podany na dole.x
Buźka, Zuźka.x
PS zastanawiam się nad założenie fanpage. Jeśli macie jakieś pomysły, obiekcje, opinie na ten temat to z chęcią podyskutuję.x

tumblr
ask
twitter





piątek, 27 lutego 2015

destrukcyjne lenistwo

Piątek, 27 lutego. Ostatnio bardzo wolny piątek. Oczywiście nie obeszłoby się bez tego, że naszły mnie przemyślenia. W sumie to nic nowego. Nachodzą mnie codziennie, ale te doprowadziły mnie do dużej konkluzji na temat życia.



Ostatnie trzy dni przesiedziałam przed telewizorem, głównie oglądają Fox Comedy. Okazyjnie wychodziłam do miasta, tylko w wypadkach, kiedy było to potrzebne. Moje nic nie robienie doszło do apogeum. Kiedykolwiek dzwonili znajomi nie chciało ruszyć mi się tyłka z domu. Dzisiaj siedząc po raz kolejny przed telewizorem ocknęłam się ze świadomością, że powoli znam rozkład wszystkich seriali w ciągu dnia. Przeraziło mnie to totalnie. Lekka oznaka wyalienowania się od rzeczywistości.

Zrozumiałam, że krótka przerwa od pracy czy nauki jest potrzebna każdemu. Nie jesteśmy robotami, naturalnie. Jednak każdy z nas powinien wyczuć moment, kiedy życie tak naprawdę staje się monotonne, nie przez nawał zadań, lecz przez ich brak. Człowiek jest zwierzęciem stadnym i potrzebuje kilku innych osób do normalnego funkcjonowania. Brak chęci na jakiekolwiek aktywności z innymi oznacza pewnego rodzaju zaburzenia.

Krótko mówiąc. Nigdy, ale to przenigdy nie chcę doprowadzić do bycia bezrobotną w moim życiu. 

Dlaczego?

Widzę tego skutki u pewnej osoby w mojej rodzinie. Największe osiągnięcie to pójście do supermarketu oddalonego o pól kilometra od domu zamieszkania. Wysługiwanie się wszystkimi jest na porządku dziennym. Brak znajomych, ciągłe plotkowanie. Stwierdziłam, że nie będę taka.
Summa summarum

Plusy lenistwa i bezrobocia:
- oglądanie wszystkich ulubionych seriali
- spanie do późna

Minusy lenistwa i bezrobocia:
- mniejsza satysfakcja z życia
- alienizacja
- pogłębianie się tego stanu( w moim przypadku mogłoby to doprowadzić do próby samobójczej)
- brak rozwoju relacji międzyludzkich
- mniejsze zarobki i ciągłe siedzenie na skarbie państwa i pieniądzach podatników.


Ujmując całą rzecz w podsumowanie. Leżenie odłogiem nie przynosi w życiu niczego dobrego. Stajemy się leniwcami zaległymi na kanapie. Możemy nabawić się odleżyn i chorób psychicznych.

Każda praca lub nauka prowadzi nas do zwykłego ludzkiego szczęścia.


Jeżeli chcesz nawiązać ze mną kontakt lub pogadać :

środa, 18 lutego 2015

Some people call it night thoughts





Dziś zupełnie inna strona mnie. Marudna, dziwna, prawdziwa.



Ferie. Dzień trzeci. Tylko i wyłącznie teoretycznie. Praktycznie jest to piąty dzień nadrabiania seriali, odmóżdżania się i totalnego lenistwa. Kolejna doba, którą prawie całą przesiaduję w domu. Od jakiegoś czasu zaczynam się zastanawiać czy potrzebuję miłości od drugiej osoby i w jakiej postaci jej oczekuję?  Romantyczny związek- niby tak, ale jednak byłby zbyt słodki. Para, którą łączy tylko relacja fizyczna- nie dzięki. Gdzie się podziewa to pomiędzy?  Trudno mi to wyjaśnić. Mam umysł skrzywiony przez przejścia w przeszłości, boję się zaufać facetowi, a do tego skrzywiona wizja związku filmami i książkami. Codziennie pędzę za tym, aby być tą super, tą jedyną i najlepszą. Ale dla kogo ja się w ogóle staram? Potrzebuję pomocy. Nie wiem co mam myśleć o sobie, ludziach, swojej sytuacji. Może szukam miłości tam gdzie jej nie ma? Może chce zwrócić na siebie uwagę? 



Nie mam bladego pojęcia.




Gubię się w sobie. Nie potrafię określić swoich przekonań na kilka tematów i nie wiem jak prostolinijnie myśleć. Zgubiłam się. Autentycznie się zgubiłam. Chcę być jak inni przy zachowaniu siebie.


Poza tym przesiaduję kolejny wieczór w towarzystwie melancholijnych piosenek. To może się skończyć tylko w jeden sposób. Zasypianiem i nadmiarem myśli o 3 w nocy/nad ranem. Wszystko zależy od osobistej interpretacji.



Do swoich myśli dorzuciłam jeszcze dzisiaj rozmyślanie nad sensem miłości. Stało się tak po obejrzeniu ‘’ 500 dnia miłości”. Byłabym wdzięczna, gdyby ktokolwiek zabrał mnie z tego świata, odseparował od myślenia. Chciałabym być tą samą osobą, którą byłam 5 lat temu.


Beztroska dziewczyna, myśląca pozytywnie o przyszłości, marząca o wszystkim. Wiedziałam, że będę miała to czego chce. A teraz?


Teraz wszystko opiera się na tym czy dam rade finansowo. Możliwe też, że wymagam zbyt dużo. Nie wiem. Żyję z klapkami na oczach, kulami ołowiu przy tyłku i zadrą na umyśle.


Szkodzę sobie, innym, światu. Bywam autodestruktywna. Potrafię wypalić 2 lub 3 papierosy naraz. Wszystko zależy od stanu upojenia alkoholowego. Po prostu.




Wybacz mi za moje szczere i niedokładne słowa. 

piątek, 13 lutego 2015

Favorites of the month - January

Cześć.

W minionym miesiącu miałam okazję zapoznania się z kilkoma produktami, które zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie. „Naprawiły” moją skórę, wygląd i sposób postrzegania siebie. Myślę, że każdy co miesiąc lub co jakiś czas powinien mieć możliwość poznawania i testowania kilku produktów i ocenienia ich jakości.  Przecież zasługujemy na najlepsze produkty. Czy to kosmetyczne czy elektroniczne.


Od dłuższego czasu szukałam idealnej bordowej, matowej szminki. Byłam bliska kupna szminki z Bourjois, która według mnie była za droga. Dzięki RedLisptick Monster odnalazłam złoty środek. Szminka marki Golden Rose o zachęcającej nazwie Matte Velvet. Pigment szminki utrzymuje się bardzo długo, ale jeżeli chodzi o trwałość to jest ona średnia. Daję jej 6/10 punktów. Przy złączeniu ust lekko się wyciera i odciska, jednak naprawdę daje świetny efekt  jedwabnego matu. Do tego cena jest przystępna. Do tej szminki konieczna jest konturówka, najlepiej dobrana przez ekspedientkę przy stoisku.






Pozostając w temacie ust i pomadek, odnalazłam w końcu balsam do ust, który nawilża usta i daje satysfakcjonujący efekt. Chodząc po drogerii chwyciłam ten pierwszy lepszy, który okazał się TYM. Balsam Eveline SOS z olejkiem arganowym. Jest prawie bezzapachowy, wystarczy jedna warstwa i kilka minut, a usta stają się odżywione. Polecam go do ust popękanych.


Kolejną magiczną rzeczą jaką odkryłam ostatnimi czasy jest butelka do białka dla sportowców. Wielu ludzi pomyśli, że pakuje, jednak jest to nic bardziej mylnego. Ostatnio odzyskałam jedną z takich od mojej siostry. Uroczo wyglądająca butelka o pojemności  500 ml, którą można zabrać wszędzie. W dobrych cenach znajdziecie ją w sieci sklepów Decathlon.



Moim zdecydowanym numerem jeden w ciągu całego tego miesiąca jest balsam od Garniera Formuła Kanadyjska. Zabrzmi to jak ckliwa reklama, ale przed stosowaniem miałam bardzo suchą skórę twarzy i jednego wieczoru stwierdziłam, że posmaruję sobie twarz przed spaniem. Na następny dzień było mniej widocznych drobinek suchej skóry. Teraz twarz jest bardzo delikatna i miękka w dotyku. Jeżeli chcecie dosyć szybkiego efektu , dosłownie po dwóch trzech dniach stosowania to zdecydowanie zainwestuje kilkanaście złotych z ten balsam/krem.


Mam nadzieję, że spodobał Wam się ten post. Jeżeli macie jakiekolwiek uwagi to zapraszam do kontaktu ze mną. 
W przyszłym tygodniu mam nadzieję na przygotowanie dla Was niespodzianki. Zobacze jeszcze jak wypali. 
Enjoy.x

poniedziałek, 2 lutego 2015

trochę porad, motywacja i zmiany



Założę się, że wiele osób na świecie ma aktualnie chandrę z byle jakiego powodu i nie chcę się w ogóle ruszyć. Jeśli to czytasz, to bardzo się cieszę, że tutaj trafiasz, bo postaram się nakłonić Ciebie do jakichkolwiek zmian w życiu. Chodzi tutaj głównie o te dotyczące diety, ćwiczeń i podobnych rzeczy.


Osobiście przeżywam teraz lekkie rozterki, ale nie o mojej psychice tutaj, a o motywacji. Wiadomo, że trudno jest wprowadzić zmiany w życie. Najprostszą rzeczą jaką możemy zacząć cały ten proces to zmienianie drobiazgów. Ja zaczęłam od mniejszej ilości cukru w herbacie, do tego staram się jeść jak najmniej słodyczy, jem troszeczkę inaczej. Nie głodzę się, przekąskami są głównie marchewki albo wafle ryżowe. Mają one kalorie, ale zapychają żołądek i nie odkładają się w postaci tłuszczu. Jeśli jesteś łasuchem( tak jak ja) to jedz słodkie śniadanie. Najlepsza jest owsianka z dodatkami. Dorzuć do niej dwie kostki gorzkiej czekolady, cynamon, banana i pyszne śniadanie jest gotowe. W ciągu dnia staraj się pić jak najwięcej wody lub niesłodzonej herbaty. Pamiętaj, wszystko rób powoli i nie spiesz się. Każdy z nas zaczynał z jakiegoś punktu.


Ćwiczenia, working out, ruszanie tyłka jakkolwiek to nazywasz wiem, że trudno jest się tego podjąć i zacząć to robić. Metoda małych kroczków nadal będzie się tutaj sprawdzać. Do tego wybierz ćwiczenia, które dadzą Ci najwięcej satysfakcji po ukończeniu ich. Ja jeszcze nie przekonałam się do mocy Mel B, za to pokochałam Zumbę, odnalazłam kilkanaście układów, lekcję podstawową i staram się ćwiczyć. Nigdy, ale to przenigdy nie ćwicz czegoś, bo robią to inni. Znajdź coś co kochasz. Może to być taniec, jazda konna, gimnastyka, street work-out , cokolwiek co sprawi Ci przyjemność, a jednocześnie namówi do działania w kierunku lepszego stylu życia. Ćwiczenia potrafią bardzo zmienić nasze psychiczne nastawienie do całego procesu zmiany. Na początku wybieraj najbardziej podstawowe ćwiczenia, a następnie idź w górę po poziomach zaawansowania. Pomaga to wyćwiczyć systematyczność i chęć sięgania po więcej. Osobiście, jeszcze dwa miesiące temu nie pomyślałabym o ćwiczeniu w staniku sportowym i legginsach w domu. Teraz robię to bez problemu. Po prostu tańczę i nic więcej mnie nie obchodzi. Kto wie, może kiedyś będę na tyle pewna siebie, że odważę się tak ćwiczyć na plaży bądź sali.


Przy każdej aktywności pamiętaj o nawadnianiu. Oczywiście najlepsza jest woda. Napoje izotoniczne sprawdzają się tylko i wyłącznie podczas bardzo długiego wysiłku jak na przykład maraton czy długi wyścig kolarski.


Znajdź cel, który chcesz osiągnąć. Zgubienie paru kilogramów, powrót do dawnej wagi, uzyskanie figury danej gwiazdy. Punkt odniesienia się do czegoś jest bardzo ważnym elementem chudnięcia, nabierania formy.


Miej zawsze dużo pozytywnej energii. Znajduj teksty motywacyjne, kop się mentalnie po tyłku, motywuj się sam do działania. Wyda się to komiczne, ale po czasie będziesz wdzięczny sam sobie za zmianę myślenia. Zapomnij o depresyjnym rozgrzebywaniu problemów. Wpuść troszeczkę światełka w umysł i działaj. Będzie dobrze. Musisz tylko chcieć. Stawiaj sobie również cele, które musisz spełnić w określonym czasie. Wiadomo, że ograniczenia czasowe często działają na naszą korzyść. Potrafimy się wtedy spiąć i zrobić coś porządnie. Dead line’y bardzo pomogą.







Staraj się wysypiać, nie odkładaj ćwiczeń do następnego poniedziałku, do jutra, bo takim sposobem nie zrobisz nic. Działaj teraz !

 Z chęcią odpowiem na wszelkie pytania nurtujące Was.Tutaj jest link do zumby, którą ćwiczę. Cała playlista z YouTube Klik
Reszta linków jak zawsze: