piątek, 27 lutego 2015

destrukcyjne lenistwo

Piątek, 27 lutego. Ostatnio bardzo wolny piątek. Oczywiście nie obeszłoby się bez tego, że naszły mnie przemyślenia. W sumie to nic nowego. Nachodzą mnie codziennie, ale te doprowadziły mnie do dużej konkluzji na temat życia.



Ostatnie trzy dni przesiedziałam przed telewizorem, głównie oglądają Fox Comedy. Okazyjnie wychodziłam do miasta, tylko w wypadkach, kiedy było to potrzebne. Moje nic nie robienie doszło do apogeum. Kiedykolwiek dzwonili znajomi nie chciało ruszyć mi się tyłka z domu. Dzisiaj siedząc po raz kolejny przed telewizorem ocknęłam się ze świadomością, że powoli znam rozkład wszystkich seriali w ciągu dnia. Przeraziło mnie to totalnie. Lekka oznaka wyalienowania się od rzeczywistości.

Zrozumiałam, że krótka przerwa od pracy czy nauki jest potrzebna każdemu. Nie jesteśmy robotami, naturalnie. Jednak każdy z nas powinien wyczuć moment, kiedy życie tak naprawdę staje się monotonne, nie przez nawał zadań, lecz przez ich brak. Człowiek jest zwierzęciem stadnym i potrzebuje kilku innych osób do normalnego funkcjonowania. Brak chęci na jakiekolwiek aktywności z innymi oznacza pewnego rodzaju zaburzenia.

Krótko mówiąc. Nigdy, ale to przenigdy nie chcę doprowadzić do bycia bezrobotną w moim życiu. 

Dlaczego?

Widzę tego skutki u pewnej osoby w mojej rodzinie. Największe osiągnięcie to pójście do supermarketu oddalonego o pól kilometra od domu zamieszkania. Wysługiwanie się wszystkimi jest na porządku dziennym. Brak znajomych, ciągłe plotkowanie. Stwierdziłam, że nie będę taka.
Summa summarum

Plusy lenistwa i bezrobocia:
- oglądanie wszystkich ulubionych seriali
- spanie do późna

Minusy lenistwa i bezrobocia:
- mniejsza satysfakcja z życia
- alienizacja
- pogłębianie się tego stanu( w moim przypadku mogłoby to doprowadzić do próby samobójczej)
- brak rozwoju relacji międzyludzkich
- mniejsze zarobki i ciągłe siedzenie na skarbie państwa i pieniądzach podatników.


Ujmując całą rzecz w podsumowanie. Leżenie odłogiem nie przynosi w życiu niczego dobrego. Stajemy się leniwcami zaległymi na kanapie. Możemy nabawić się odleżyn i chorób psychicznych.

Każda praca lub nauka prowadzi nas do zwykłego ludzkiego szczęścia.


Jeżeli chcesz nawiązać ze mną kontakt lub pogadać :

środa, 18 lutego 2015

Some people call it night thoughts





Dziś zupełnie inna strona mnie. Marudna, dziwna, prawdziwa.



Ferie. Dzień trzeci. Tylko i wyłącznie teoretycznie. Praktycznie jest to piąty dzień nadrabiania seriali, odmóżdżania się i totalnego lenistwa. Kolejna doba, którą prawie całą przesiaduję w domu. Od jakiegoś czasu zaczynam się zastanawiać czy potrzebuję miłości od drugiej osoby i w jakiej postaci jej oczekuję?  Romantyczny związek- niby tak, ale jednak byłby zbyt słodki. Para, którą łączy tylko relacja fizyczna- nie dzięki. Gdzie się podziewa to pomiędzy?  Trudno mi to wyjaśnić. Mam umysł skrzywiony przez przejścia w przeszłości, boję się zaufać facetowi, a do tego skrzywiona wizja związku filmami i książkami. Codziennie pędzę za tym, aby być tą super, tą jedyną i najlepszą. Ale dla kogo ja się w ogóle staram? Potrzebuję pomocy. Nie wiem co mam myśleć o sobie, ludziach, swojej sytuacji. Może szukam miłości tam gdzie jej nie ma? Może chce zwrócić na siebie uwagę? 



Nie mam bladego pojęcia.




Gubię się w sobie. Nie potrafię określić swoich przekonań na kilka tematów i nie wiem jak prostolinijnie myśleć. Zgubiłam się. Autentycznie się zgubiłam. Chcę być jak inni przy zachowaniu siebie.


Poza tym przesiaduję kolejny wieczór w towarzystwie melancholijnych piosenek. To może się skończyć tylko w jeden sposób. Zasypianiem i nadmiarem myśli o 3 w nocy/nad ranem. Wszystko zależy od osobistej interpretacji.



Do swoich myśli dorzuciłam jeszcze dzisiaj rozmyślanie nad sensem miłości. Stało się tak po obejrzeniu ‘’ 500 dnia miłości”. Byłabym wdzięczna, gdyby ktokolwiek zabrał mnie z tego świata, odseparował od myślenia. Chciałabym być tą samą osobą, którą byłam 5 lat temu.


Beztroska dziewczyna, myśląca pozytywnie o przyszłości, marząca o wszystkim. Wiedziałam, że będę miała to czego chce. A teraz?


Teraz wszystko opiera się na tym czy dam rade finansowo. Możliwe też, że wymagam zbyt dużo. Nie wiem. Żyję z klapkami na oczach, kulami ołowiu przy tyłku i zadrą na umyśle.


Szkodzę sobie, innym, światu. Bywam autodestruktywna. Potrafię wypalić 2 lub 3 papierosy naraz. Wszystko zależy od stanu upojenia alkoholowego. Po prostu.




Wybacz mi za moje szczere i niedokładne słowa. 

piątek, 13 lutego 2015

Favorites of the month - January

Cześć.

W minionym miesiącu miałam okazję zapoznania się z kilkoma produktami, które zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie. „Naprawiły” moją skórę, wygląd i sposób postrzegania siebie. Myślę, że każdy co miesiąc lub co jakiś czas powinien mieć możliwość poznawania i testowania kilku produktów i ocenienia ich jakości.  Przecież zasługujemy na najlepsze produkty. Czy to kosmetyczne czy elektroniczne.


Od dłuższego czasu szukałam idealnej bordowej, matowej szminki. Byłam bliska kupna szminki z Bourjois, która według mnie była za droga. Dzięki RedLisptick Monster odnalazłam złoty środek. Szminka marki Golden Rose o zachęcającej nazwie Matte Velvet. Pigment szminki utrzymuje się bardzo długo, ale jeżeli chodzi o trwałość to jest ona średnia. Daję jej 6/10 punktów. Przy złączeniu ust lekko się wyciera i odciska, jednak naprawdę daje świetny efekt  jedwabnego matu. Do tego cena jest przystępna. Do tej szminki konieczna jest konturówka, najlepiej dobrana przez ekspedientkę przy stoisku.






Pozostając w temacie ust i pomadek, odnalazłam w końcu balsam do ust, który nawilża usta i daje satysfakcjonujący efekt. Chodząc po drogerii chwyciłam ten pierwszy lepszy, który okazał się TYM. Balsam Eveline SOS z olejkiem arganowym. Jest prawie bezzapachowy, wystarczy jedna warstwa i kilka minut, a usta stają się odżywione. Polecam go do ust popękanych.


Kolejną magiczną rzeczą jaką odkryłam ostatnimi czasy jest butelka do białka dla sportowców. Wielu ludzi pomyśli, że pakuje, jednak jest to nic bardziej mylnego. Ostatnio odzyskałam jedną z takich od mojej siostry. Uroczo wyglądająca butelka o pojemności  500 ml, którą można zabrać wszędzie. W dobrych cenach znajdziecie ją w sieci sklepów Decathlon.



Moim zdecydowanym numerem jeden w ciągu całego tego miesiąca jest balsam od Garniera Formuła Kanadyjska. Zabrzmi to jak ckliwa reklama, ale przed stosowaniem miałam bardzo suchą skórę twarzy i jednego wieczoru stwierdziłam, że posmaruję sobie twarz przed spaniem. Na następny dzień było mniej widocznych drobinek suchej skóry. Teraz twarz jest bardzo delikatna i miękka w dotyku. Jeżeli chcecie dosyć szybkiego efektu , dosłownie po dwóch trzech dniach stosowania to zdecydowanie zainwestuje kilkanaście złotych z ten balsam/krem.


Mam nadzieję, że spodobał Wam się ten post. Jeżeli macie jakiekolwiek uwagi to zapraszam do kontaktu ze mną. 
W przyszłym tygodniu mam nadzieję na przygotowanie dla Was niespodzianki. Zobacze jeszcze jak wypali. 
Enjoy.x

poniedziałek, 2 lutego 2015

trochę porad, motywacja i zmiany



Założę się, że wiele osób na świecie ma aktualnie chandrę z byle jakiego powodu i nie chcę się w ogóle ruszyć. Jeśli to czytasz, to bardzo się cieszę, że tutaj trafiasz, bo postaram się nakłonić Ciebie do jakichkolwiek zmian w życiu. Chodzi tutaj głównie o te dotyczące diety, ćwiczeń i podobnych rzeczy.


Osobiście przeżywam teraz lekkie rozterki, ale nie o mojej psychice tutaj, a o motywacji. Wiadomo, że trudno jest wprowadzić zmiany w życie. Najprostszą rzeczą jaką możemy zacząć cały ten proces to zmienianie drobiazgów. Ja zaczęłam od mniejszej ilości cukru w herbacie, do tego staram się jeść jak najmniej słodyczy, jem troszeczkę inaczej. Nie głodzę się, przekąskami są głównie marchewki albo wafle ryżowe. Mają one kalorie, ale zapychają żołądek i nie odkładają się w postaci tłuszczu. Jeśli jesteś łasuchem( tak jak ja) to jedz słodkie śniadanie. Najlepsza jest owsianka z dodatkami. Dorzuć do niej dwie kostki gorzkiej czekolady, cynamon, banana i pyszne śniadanie jest gotowe. W ciągu dnia staraj się pić jak najwięcej wody lub niesłodzonej herbaty. Pamiętaj, wszystko rób powoli i nie spiesz się. Każdy z nas zaczynał z jakiegoś punktu.


Ćwiczenia, working out, ruszanie tyłka jakkolwiek to nazywasz wiem, że trudno jest się tego podjąć i zacząć to robić. Metoda małych kroczków nadal będzie się tutaj sprawdzać. Do tego wybierz ćwiczenia, które dadzą Ci najwięcej satysfakcji po ukończeniu ich. Ja jeszcze nie przekonałam się do mocy Mel B, za to pokochałam Zumbę, odnalazłam kilkanaście układów, lekcję podstawową i staram się ćwiczyć. Nigdy, ale to przenigdy nie ćwicz czegoś, bo robią to inni. Znajdź coś co kochasz. Może to być taniec, jazda konna, gimnastyka, street work-out , cokolwiek co sprawi Ci przyjemność, a jednocześnie namówi do działania w kierunku lepszego stylu życia. Ćwiczenia potrafią bardzo zmienić nasze psychiczne nastawienie do całego procesu zmiany. Na początku wybieraj najbardziej podstawowe ćwiczenia, a następnie idź w górę po poziomach zaawansowania. Pomaga to wyćwiczyć systematyczność i chęć sięgania po więcej. Osobiście, jeszcze dwa miesiące temu nie pomyślałabym o ćwiczeniu w staniku sportowym i legginsach w domu. Teraz robię to bez problemu. Po prostu tańczę i nic więcej mnie nie obchodzi. Kto wie, może kiedyś będę na tyle pewna siebie, że odważę się tak ćwiczyć na plaży bądź sali.


Przy każdej aktywności pamiętaj o nawadnianiu. Oczywiście najlepsza jest woda. Napoje izotoniczne sprawdzają się tylko i wyłącznie podczas bardzo długiego wysiłku jak na przykład maraton czy długi wyścig kolarski.


Znajdź cel, który chcesz osiągnąć. Zgubienie paru kilogramów, powrót do dawnej wagi, uzyskanie figury danej gwiazdy. Punkt odniesienia się do czegoś jest bardzo ważnym elementem chudnięcia, nabierania formy.


Miej zawsze dużo pozytywnej energii. Znajduj teksty motywacyjne, kop się mentalnie po tyłku, motywuj się sam do działania. Wyda się to komiczne, ale po czasie będziesz wdzięczny sam sobie za zmianę myślenia. Zapomnij o depresyjnym rozgrzebywaniu problemów. Wpuść troszeczkę światełka w umysł i działaj. Będzie dobrze. Musisz tylko chcieć. Stawiaj sobie również cele, które musisz spełnić w określonym czasie. Wiadomo, że ograniczenia czasowe często działają na naszą korzyść. Potrafimy się wtedy spiąć i zrobić coś porządnie. Dead line’y bardzo pomogą.







Staraj się wysypiać, nie odkładaj ćwiczeń do następnego poniedziałku, do jutra, bo takim sposobem nie zrobisz nic. Działaj teraz !

 Z chęcią odpowiem na wszelkie pytania nurtujące Was.Tutaj jest link do zumby, którą ćwiczę. Cała playlista z YouTube Klik
Reszta linków jak zawsze:

sobota, 24 stycznia 2015

Winter MUST HAVE


Zima to zdecydowanie moja ulubiona pora roku. Mogę się ukryć w burrito z kołdry i oglądać telewizję. To także pora na nowe zakupy, ponieważ z letnich koszulek i szortów muszę się przenieść w ciepłe golfy i długie spodnie. Chciałabym się podzielić moimi MUST HAVE ( koniecznie posiadanymi ) rzeczami na zimę.


   1.Swetry, golfy, coś ciepłego
Zauważyłam, że co roku zmieniam styl jeśli chodzi o swetry, jednak zawsze pozostają one oversizowe. Nie lubię, kiedy koszulka lub sweter przylega mi do ciała. W tym roku zawojował kolor czarny, dlatego golf w tym kolorze, o jeden lub dwa rozmiary za duży będzie idealny na pogodę o minusowej temperaturze. Powinno się też pamiętać o tym, że nie zawsze chcemy mieć na sobie coś „wkładanego przez głowę”. W takiej sytuacji świetnie sprawdzą się t-shirty z prostym nadrukiem i grubszy kardigan na guziki, zamek lub luźno puszczony. Warto poszukać takich rzeczy w szafach swoich rodziców, lumpeksach lub sklepach takich jak H&M, Cubus czy Bershka.


2. Czapki
Nie każdy z nas lubi chodzić w nakryciu głowy, nawet przy niskich temperaturach, wiem o tym. Jeśli jednak decydujesz się na coś ciepłego na głowę postaraj się, aby pasowało to do Twojej kurtki i nie gryzło się z szalikiem. Wybierz czapkę lub beret, który będzie w delikatnym kolorze i podkreśli twoją urodę. Najlepszy rozwiązaniem są tutaj pudrowe kolory, biały, szary lub czerń. Beż też się świetnie sprawdza. Pamiętaj, że pompony w każdej formie wracają do łask !
 Jeżeli jednak lubisz zaszaleć to zrób to. Nakrycie głowy z napisem „ Chanel model” pokaże twoją niezwykłość i na pewno zwrócisz uwagę.


3. Kurtki
Najlepszym rozwiązaniem jeśli chodzi o nakrycie wierzchnie jest parka. Wygląda luźno, ale jeśli wybierzesz odpowiedni kolor będzie miała w sobie coś eleganckiego. Ja zakochałam się w tych kurtkach koloru khaki. Planujesz wyjazd na narty? Od razu zakup kurtkę sportową. North Face ma wiele kolorów, wzorów i modeli takich kurtek, ale musisz się przygotować na duży wydatek. Polecam ją kupić osobom zdecydowanym na wyjazdy cykliczne. Zostając całą zimę w mieście zdecyduj się na płaszcz. Aktualnie na topie są płaszcze do długości łydki w kolorze beżowym, czarnym lub szarym. Pomyśl nad tym ! J


4.Buty
Zauważyłam, że teraz królują te „cięższe”. Postaraj się o jakieś botki lub trapery. W każdym sklepie znajdziesz buty, które stylem przypominają słynne „ TImbarlandy” czy Martensy. Natomiast jeśli wolisz coś bardziej eleganckiego zdecyduj się na botki. Sztyblety, z okrągłymi czubkami, wiązane, wkładane. Jakiekolwiek Ci się podobają, noś je. Pamiętaj też o wygodzie. Nikt nie chce się męczyć z pęcherzami w zimie.






5.Przyjemności
Zaopatrz się w chociaż jedną książkę, która opowiada szczęśliwą historię lub jest poradnikiem podróżniczym. Polecam serdecznie książki Beaty Pawlikowskiej z serii, którą ja nazywam „Blondynka w podróży”. Znajdziesz tam mnóstwo pozytywnej energii i da ci kopa w złym nastroju. Daj sobie też czas w tygodniu na przyjemności. Może to być słuchanie muzyki najgłośniej jak tylko możesz, pisanie wierszy, pamiętników. Rób cokolwiek cię odpręża. Nie daj się pochłonąć tej monotonii. 


6. Skin so soft
Zimno nie jest sprzymierzeńcem naszej skóry, więc zadbaj o odpowiednie nawilżenie. Dobrze sprawdzają się produkty Neutrogeny lub Garnier – Formuła Norweska. Są delikatne, szybko się wchłaniają, ale też dobrze nawilżają.  Natomiast jeśli chodzi o usta to polecam najzwyklejszą wazelinę białą. Najlepiej zapytaj się w aptece o taką, która będzie najlepsza.  Stosuj też różnego rodzaju olejki do kąpieli, smarowania, uważaj tylko na ostre dodatki zapachowe, które mogą  podrażnić skórę.


Nie zapomnij też o odnalezieniu swojej herbaty sezonu. To jest jedną z najważniejszych rzeczy. Koniecznie spróbuj Lipton Peach& Mango oraz English Breakfast.


Jeżeli ten post w jakikolwiek sposób Ci pomógł, zainteresował Cię lub znalazłeś coś dla siebie to daj mi znać. Skomentuj, odezwij się do mnie na jakimś portalu. Będzie mi bardzo miło i z chęcią powymieniam się zdaniami.
Tutaj standartowo linki.



sobota, 17 stycznia 2015

W końcu nawiązanie do tytułu :)


 Włosy są atutem każdej kobiety. Zawsze marzymy, aby wyglądały one inaczej niż aktualnie. Ja też tak mam, każda z nas to przechodzi. Poszukujemy wymyślnych fryzur, kolorów i cięć. Jednak od samego początku powinno się dbać o pielęgnację. To podstawa. Każdy malarz musi mieć dobre płótno i farby, żeby móc z nich wyczarować coś niesamowitego. Identycznie jest z włosami. Żeby wyszła nam jakakolwiek fryzura powinnyśmy się o nie zatroszczyć.

  Pierwszym krokiem w pielęgnacji jest obcinanie wysuszonych, rozdwojonych końcówek. Zniszczone końce są najczęstszą przyczyną brzydkich, nie dających się ogarnąć włosów. Wiadomo, że u kręconych włosów obcięcie wiąże się z ryzykiem większej podatności na dalsze lokowanie włosów, ale temu też można zaradzić.

  Zadbaj o odpowiedni szampon, ale dorzuć  do tego też odżywki i maski.  Szampon powinien być dobrany do kondycji włosów i tego co z nimi robimy. Jeśli włosy są farbowane to wiadomo, że do nich powinno się wybierać te produkty, które przedłużą żywotność koloru i uwydatnią jego odcień. Do włosów zniszczonych odpowiednio szampon regeneracyjny i odbudowujący i tak dalej. Ważnym punktem jest to, aby odżywka była innej firmy. Wystrzegaj się jak ognia zestawów szampon+ odżywka. W takim wypadku odżywka może w ogóle nie wspomóc działaniu szamponu. Temat maseczek na włosy jest szeroki jak morze. Jest ich dużo i wybór jest różnorodny. Nie przyglądałam się jeszcze ofercie ich w żadnej drogerii, ale postaram się i wtedy będę mogła się szerzej na ten temat wypowiedzieć. Pamiętaj  też, żeby nie używać ich za często. Jeden lub dwa razy w tygodniu w zupełności wystarczy.
  
  Teraz coś dla osób, które borykają się z problemem zapuszczania włosów. Moje włosy są również oporne i wolno rosną. Trzeba się więc uzbroić w cierpliwość. Wszystko wymaga czasu. Jednak możemy pomyśleć i zadbać o to, żeby włosy rosły zdrowo. Najważniejszą rzeczą na początku jest zadbanie o zdrowe końce i odpowiednie produkty do włosów, o czym już wspomniałam wyżej.

  Kolejnym krokiem jest rezygnacja z używania jakiejkolwiek formy ciepła. Lokówki i prostownice do codziennego użytku odpadają. Suszenie też powinno być ograniczone. Jeśli chcesz mieć codziennie kręcone lub falowane włosy idź spać w dwóch warkoczach. Rodzaj fal zależy od tego jaki warkocz zrobisz. Prostownic lub lokówek używaj tylko na specjalne okazje, ale wtedy też postaraj się o spray, który chroni włosy przed ciepłem.
 Przy myciu włosów zmniejszaj temperaturę wody. Letnia woda ma lepszy wpływ na Twoje włosy niż gorąca, która działa podobnie do lokówek czy suszarek. Jeśli używasz odżywki to pamiętaj, żeby stosować ją tylko na końcach włosów. Odżywka nałożona u nasady sprawi, że Twoje włosy będą cięższe i nie będzie to wyglądać zbyt dobrze. Po umyciu zamień szczotkę na grzebień do tapirowania lub na grzebień drewniany. Po umyciu zastosuj  dwie lub trzy kropelki olejku arganowego na końcówki. Włosy będą bardziej miękkie.

  Mycie włosów też powinno mieć miejsce w większych odstępach czasu. Codzienne mycie upewni Twoje włosy, że będą miały następne mycie wieczorem i same z siebie zaczną się przetłuszczać. W myciu co drugi lub trzeci dzień może pomóc suchy szampon. Ja polecam szampon Batiste. Jest dostępny w drogeriach Douglas lub przez internet.

  Jeśli chodzi o farbowanie włosów to trudno jest mi się wypowiadać. Przechodziłam przez około trzy kolory na moich włosach i kilka farbowań, które były głównie robione szamponetkami. Jeśli ktokolwiek będzie chciał się mnie zapytać o dany kolor to śmiało pytajcie na asku. W tym roku bardzo zawzięłam się na biały kolor na włosach. Aktualnie mam miodowy, który jest efektem rozjaśniania. Mam nadzieję, że za niecałe dwa lata zakupię w końcu swoje wymarzone produkty i pozbędę się tego niezadowalającego koloru.  Niedługo mam dostać przesyłkę z UK z Bleach London Rose Kit. Jeśli ktokolwiek będzie zainteresowany to chętnie zrobię tego recenzję i na pewno dodam zdjęcia na instagram.

 




Myślę, że napisałam wiele o pielęgnacji i pomoże to komukolwiek. Jeśli  znajdziecie jakieś pytania, na które nie odpowiedziałam w tej notce to piszcie śmiało na twittera, aska i tumblra. Zastanowię się też nad założeniem fanpage. Dajcie mi znać czy jest tym ktoś zainteresowany. Nadal szukam osoby, która zajmie się wyglądem mojego bloga. Piszcie śmiało, dajcie znać, kto się tym zajmie. Przyjmę wszystkie propozycje. Przepraszam też, że dodaję post z opóźnieniem. Wczoraj miałam małe zawirowanie i niestety nie byłam w stanie nic napisać.

Buźka, Zuźka x

KONTAKT
instagram

piątek, 9 stycznia 2015

„Dajesz mi odpocząć, nie muszę walić głową w mur” i jeden wielki galimatias


    Chińszczyzna jest idealnym rozwiązaniem na piątkowy wieczór. Do tego film online i w oczekiwaniu na załadowanie, płyta Meli Koteluk odtwarzana na Spotify. Istny cud, ktoś by powiedział . Jednak mnie od wczoraj nawiedzają pewne myśli.  Po dosyć interesującej rozmowie z bardzo dobrą znajomą zaczęłam się zastanawiać nad sensem mojej nauki i jej znaczeniem w moim szarawym życiu. Po co ryje słówka z języka włoskiego, skoro i tak nie jest mi to prawie potrzebne. Ogromnego załamania doświadczyłam analizując zadania z matematyki. Istny horror, mimo definicji w książce, filmików z YouTube i innych tego typu podobnych pomocy naukowych, nie umiałam kompletnie nic. Wymieniając zdania ze wcześniej wspomnianą kumpelą , zostałam zapytana czy tak naprawdę jest to coś co przynosi mi w życiu szczęście? Tutaj naszło mnie jeszcze bardziej dogłębne pytanie. Czy wzór funkcji liniowej sprawia, że się cieszę? Czy zjawisko fotoelektryczne wzbudza we mnie pozytywne uczucia? Po co to wszystko tak naprawdę? Nie mówię teraz, że nauka jest beznadzieją i powinniście to odrzucić. Nauka jest bardzo ważna i nie możemy jej zaprzepaścić. Jednak nie o tym chciałam napisać ( przecież nie będę Was pouczać o wartości wiedzy). Bardziej chodzi mi tutaj o łapanie się czegoś lub kogoś co pozwoli nam odetchnąć na chwilę od interpretacji tekstów Kochanowskiego. Rozmowa uświadomiła mi, że owszem powinnam się edukować, ale HALO ZUZA zrób coś w końcu dla siebie, dla własnego rozwoju, dla życia w szczęściu. Jedyną rzeczą, jaką byłam wtedy w stanie zrobić było odłożenie tego wszystkiego w cholerę i pójście spać. Zauważyłam też, że rozmowy tego typu potrafią uspokoić.



  
    Od jakiegoś czasu byłam rozstrojona, a to ze względu na tylko i wyłącznie oceny. Panikuję, ponieważ niedługo kończę semestr i przyszły tydzień to będzie dla mnie ogromne COMBO WIEDZY. Powiem szczerze, że jeszcze rok temu, gdybym znalazła się w takiej sytuacji jak ta to bez zastanowienia chwyciłabym za żyletkę i dałabym sobie upust. Teraz jednak znalazłam inne sposoby na radzenie sobie ze stresem szkolnym i tym z życia codziennego. Niezawodna staje się w tym momencie muzyka i jej wszelkie rodzaje. Nie ważne czy dajesz się ponieść przy Chopinie, czy Black Sabbath po prostu rzuć się w wir muzyki i wyszalej się. Od dłuższego czasu planuję kupić zeszyt, gdzie będę wypisywać różne dziwne głupoty, jakie tylko przyjdą mi do głowy w beznadziejnych sytuacjach. Podejmowałam też próby pisania piosenek, ale wątpię żeby było to dobrym rozwiązaniem w mojej sytuacji.

  Chcę Wam przekazać moje przemyślenia na temat tego co dzieje się w umyśle każdego z nas. Wiem, że niektórzy czują presję rodziny, aby oceny były najlepsze, ale czy właśnie to czyni nas totalnie usatysfakcjonowanymi? Może warto odnaleźć odpowiedni temat z danego przedmiotu i jego pogłębiać. Osobiście do jakiegoś czasu myślałam, że fizyka jest złem ostatecznym, dopóki nie poznałam zjawiska powstawania kolorów. Okazało się, że tak naprawdę wszystko jest wyobrażeniem naszego mózgu. To natchnęło mnie do zagłębienia się w tematyce psychoanalizy. Odnalazłam w tym wiele wątków, które są warte odkrycia. Właśnie w taki sposób możemy odnaleźć swoje powołanie. Ja nadal szukam, chociaż może robię to za szybko. Jestem osobą, która boi się niepewności. Ta cecha napędza moje codzienne myślenie, ale powoli sobie odpuszczam, bo zrozumiała, że psuję sobie tym najlepsze lata mojego życia.
  
  Pamiętajcie, żeby korzystać z każdej danej chwili, odpoczywać dużo i nie sięgać po drastyczne rozwiązania, bo doprowadzi to donikąd. Rozmowy w nocy mogą też przynieść dużo inspiracji, pouczeń i wniosków, które warto wziąć sobie do serca.


Inspiracją do tej notki była cudowna rozmowa z moją znajomą, ale również moja własna interpretacja piosenki wyżej wspomnianej Meli Koteluk- Żurawie Origami( link ). Przepraszam Was też, że w pewien sposób nie ma to ładu i składu. Następnym razem chciałabym dac coś z innej beczki, czyli temat włosów. Dajcie znać, jeśli jest to dobry pomysł.x
Zapraszam was na :

Buźka, Zuźka xx